Przemówienie wygłoszone podczas Akademii Papieskiej.

Poznań, luty 1935.
(streszczenie)

Papież, którego dziś czcimy, jest wodzem armii, która idąc przez czasy i ludy, znaczy swój pochód męczeńską krwią. Ranna poczta przynosi Ojcu św. wieści ze świata - radosne, które radują jego ojcowskie serce, - ale i smutne i tych jest w ostatnich czasach coraz więcej, bo na okres Pontyfikatu dzisiejszego Papieża przypadły ciężkie dla Kościoła czasy, zwłaszcza w niektórych krajach. Już nie mówię o Rosji, wspomnę tylko o Meksyku, gdzie prześladowania katolików srożą się coraz więcej. Podam dwa fakty, z dziedziny bardzo mi zresztą bliskiej, bo tyczącej Zgromadzenia Salezjańskiego.

W Meksyku utrzymali się jeszcze zakonnicy salezjańscy. Co prawda nie kapłani, bo tych już dawno tam nie ma. Byli to bracia salezjańscy, którzy prowadzili tam zakład i szkołę. Musieli jednak i oni teraz opuścić swój posterunek, bo wyszedł nakaz, aby w szkołach obowiązkowo wykładano lekcję bezbożnictwa. A tego przecież zakonnik uczynić nie może.

W innym zakładzie przeprowadzono rewizję. Gdzieś w zapomnianej garderobie teatru zakładowego znaleziono starą, pomiętą stułę. Może służyła ona, któremuś z aktorów do przedstawienia, gdzie widocznie jakiś ksiądz występował w stule. Leżała tam na pewno długie lata przez nikogo nie zauważona. Gdy ją przy rewizji znaleziono, na nic były wszystkie tłumaczenia. Uznano to za zbrodnię i kazano zapłacić 50 tyś. dolarów.

Te wieści smucą ojcowskie serce Ojca św. Toteż dziś oddajmy temu Papieżowi, który prowadzi chrześcijaństwo poprzez męki do Boga hołd - i powiedziałbym po ludzku - dodajmy mu zachęty, dając zapewnienie, że jesteśmy z nim w glorii i męczeństwie.


Druk: "Pokłosie Salezjańskie" 2(1935), s. 80-81;
także: Dzieła, s. 464. 

odsłon: 2461 aktualizowano: 2012-02-29 19:04 Do góry