Ośrodek Postulatorski Chrystusowców
Czcigodny Sługa Boży kard. August Hlond

Czcigodny Sługa Boży kard. August Hlond

(1881-1948)
kardynał; w latach 1926-1948;
Prymas Polski
Założyciel Towarzystwa Chrystusowego; salezjanin

Żaryn

Kard. Hlond mógł być papieżem

Z prof. Janem Żarynem, historykiem rozmawia Włodzimierz Knap.

22 października 1948. Umiera Prymas Polski August Hlond. Miał 67 lat. Przez 22 lata był prymasem, przez 21 kardynałem. Ten salezjanin był niezwykle zdolny i pracowity.

- Na ile realne było to, by prymas August Hlond został papieżem po śmierci Piusa XI?
- Gdyby wówczas kardynałowie byli gotowi przyjąć, że papieżem może zostać nie-Włoch, to bardzo prawdopodobne jest, iż wybór padłby na Augusta Hlonda. Po śmierci Piusa XI znawcy Watykanu niemal zgodnie podkreślali, że prymas Polski jest najlepszym kandydatem. Cieszył się wielkim poważaniem.

- Popełnił jednak w swoim życiu dwa poważne błędy.
- Nawiązuje pan do słynnej wypowiedzi kard. Adama Sapiehy, metropolity krakowskiego.

- Tak. Kard. Sapieha na wiadomość o śmierci prymasa miał powiedział, że „był nieobecny w Polsce w czasie wojny i zbyt wcześnie umarł”.
- Nie podlega dyskusji, że umarł przedwcześnie, w sytuacji, gdy komuniści szykowali się do wielkiej rozprawy z Kościołem. W takim rozumieniu, to owszem, prymas popełnił „błąd”. Natomiast jego wyjazdu z Polski 14 września 1939 r. nie można łatwo ocenić.

- Nie brakuje stwierdzeń, że prymas po prostu uciekł z kraju, gdy trwała wojna.
- Brak wiedzy był, jest i będzie powodem do fałszywych ocen. Kard. Hlond opuścił Polskę, bo został o to poproszony przez rząd II RP, a w realiach wojny można powiedzieć, że zmuszony. Otrzymał zadanie poinformowania papieża o tragicznej sytuacji Polski. Jego wyjazd miał charakter misji dyplomatycznej.

- Nie mógł wrócić?
- Chciał, lecz Niemcy powiedziały stanowcze „nie”. Poprzez ambasadora III Rzeszy przy Stolicy Apostolskiej zakomunikowali, że w razie próby wjazdu na teren Polski okupowanej przez Niemcy zostanie aresztowany.

- Może jednak powinien był wrócić; nawet kosztem aresztowania?
- To byłby niedojrzały czyn. Prymas, zostając poza krajem, dla sprawy polskiej w czasie II wojny światowej zrobił bardzo wiele.

- Co konkretnie?
- Na ten temat powstała ciekawa praca doktorska autorstwa Witolda Zahorskiego. Prymas m.in. tworzył listy zbrodni wojennych, a jego raport o sytuacji i prześladowaniu Kościoła w Polsce odbił się echem na całym świecie. 9 czerwca 1940, w przeddzień deklaracji Mussoliniego o przystąpieniu do wojny, wyjechał do Francji. Rząd faszystowski niby nie interesował się obecnością prymasa Polski we Włoszech, ale istnieją dowody w archiwach w MSZ w Rzymie, że był śledzony. Wyjechał do Francji, do Lourdes, gdzie przebywał do kwietnia 1943 r. Cały czas informował przywódców Zachodu o sytuacji w Polsce. W lutym 1944 r. został aresztowany przez gestapo.

- Niemcy chcieli zmusić go do współpracy.
- W zasadzie postawili mu alternatywę: albo całkowicie zamilknie, albo będzie mówił i pisał po ich myśli. Nie zgodził się ani na jeden, ani na drugi wariant. Wolność odzyskał w kwietniu 1945 roku.

- Trzy miesiące później wrócił do Polski, choć odradzano mu taki krok. Dlaczego?
- Bano się, że komuniści będą chcieli wykorzystać jego powrót do legitymizacji swoich rządów.

- Do kraju przyjechał wyposażony w wyjątkowe pełnomocnictwa od Piusa XII.
- To były rzeczywiście specjalne pełnomocnictwa, umożliwiające podejmowanie decyzji w wielu sprawach organizacyjnych i personalnych, zwykle zarezerwowanych dla Stolicy Apostolskiej. Pius XII zrobił tak z dwóch zasadniczych powodów. Po pierwsze, żywił obawy co do losów katolicyzmu w krajach, które znalazły się w sowieckiej strefie wpływów. Po drugie, miał pełne zaufanie do Hlonda. Prymas mógł mianować administratorów apostolskich zarówno na ziemiach zachodnich, północnych, jak i wschodnich. Te pełnomocnictwa, wydane z datą 8 lipca 1945 r., miały sięgać „in tutto il territorio polacco”, co oznacza „na całym polskim terytorium”, ale w ówczesnej sytuacji był to zapis nieprecyzyjny. Było to przed rozpoczęciem konferencji poczdamskiej, na której miały zapaść decyzje dotyczące nowych granic.

- Tak się nie stało.
- Ale prymas nie czekał. Szybko mianował administratorów na ziemiach zachodnich, co spotykało się z ostrą krytyką biskupów niemieckich, którzy interweniowali w Watykanie.

- Jak po wojnie układały się relacje między dwoma najważniejszymi hierarchami: Hlondem i Sapiehą?
- Wzorcowo, choć do śmierci kard. Hlonda w gruncie rzeczy władzę sprawował triumwirat. Był jeszcze sekretarz generalny episkopatu bp Zygmunt Choromański.

- W 1946 r. Adam Sapieha został nie tylko kardynałem, lecz też Pius XII przyznał mu pewne uprawnienia, które pozwoliły kontrować mu niektóre posunięcia prymasa Hlonda. Czy nie świadczyło to o pewnym braku zaufania papieża do prymasa?
- Tak faktycznie mogło być to odebrane. Jednak już jesienią 1946 r. August Hlond otrzymał od papieża kolejne pełnomocnictwa, np. opiekę nad Kościołem ormiańskim i greckokatolickim.

- Dlaczego jednak kard. Sapieha dostał uprawnienia, które jednak nieco osłabiały prymasa Hlonda?
- Sądzę, że Piusowi XII nie chodziło o osłabienie prymasa, a o uznanie dla heroicznej postawy Adama Sapiehy w okresie okupacji niemieckiej.

- Komuniści obawiali się Sapiehy. A Hlonda?
- Z dokumentów wiemy, że nie mieli dobrego rozeznania na temat sytuacji w Episkopacie Polski. Wydawało im się, że będą mogli rozgrywać biskupów między sobą. Mylili się. Czasami uważali, że Hlond jest wobec nich bardziej ugodowy, a kiedy indziej, że Sapieha. Obaj hierarchowie byli jednak po wojnie przekonani, że okupacja komunistyczna potrwa nie dłużej niż niemiecka.

- Po zerwaniu konkordatu przez komunistów we wrześniu 1945 r. prymas zachował się jak rasowy polityk.
- O tak! Potrafił wykorzystać ten fakt i szybko obsadził zwolnione stanowiska biskupie. Powołał na nie młodych księży, np. Stefana Wyszyńskiego. Nowo mianowani biskupi nie mieli już złudzeń co do natury systemu bolszewickiego i perspektyw czasowych jego trwania. Nie łudzili się również, że Zachód przyjdzie Polsce z pomocą. Rozumieli, że dla potęg zachodnich nic w gruncie rzeczy nie znaczymy. Naturalnie kard. Hlond już przed wojną doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jaka jest natura i praktyka komunizmu.

- Jaki wpływ na karierę Augusta Hlonda miał Achille Ratti, przyszły Pius XI?
- Od pewnego momentu duży, ale nie można zapominać, że August Hlond był człowiekiem bardzo zdolnym i niezwykle pracowitym. Mając 19 lat, uzyskał doktorat z filozofii i teologii. Edukację, wychowanie, format duchowy zawdzięcza salezjanom. W 1919 r. spotkał się w Wiedniu z nuncjuszem papieskim w Warszawie Achillem Rattim. Od tamtej rozmowy zaprzyjaźnili się. Trzy lata później Ratti został papieżem. Nie zapomniał o Hlondzie. Uczynił go administratorem apostolskim na Śląsku. W 1925 r. mianował biskupem śląskim, oddając w zarząd nowo utworzoną diecezję katowicką. Rok później Pius powołał bp. Hlonda na prymasa Polski. W 1927 r. został kardynałem.

- W okresie II RP prymas nie mieszał się do polityki, ale bliżej mu było do obozu narodowego niż do sanacji?
- Nie tylko sam nie chciał zajmować się polityką, lecz również za jego prymasowania niechętnie patrzył na kandydowanie księży do parlamentu. Gdy wcześniej w Sejmie i Senacie zasiadało kilkudziesięciu duchownych (np. w Sejmie Ustawodawczym było 33 księży), to od wyborów w 1928 r. ich liczba znacznie spadła (12 w 1928 r., 7 w 1930 r., a 4 - w 1938 r.). Kard. Hlond uważał, że kapłani mają nauczać Ewangelii i służyć wiernym, a nie „pchać się” do polityki, czyli w kierunku władzy.

- Panowało jednak przekonanie, że prymas Hlond to „prymas narodowców”, a kard. Aleksander Kakowski jest „prymasem sanacji” (kard. Kakowskiemu przysługiwał do śmierci tytuł prymasa Królestwa Polskiego).
- Owszem, ale w przypadku Hlonda była to opinia krzywdząca, bo starał się być ponad bieżącą polityką. Kakowski był natomiast ewidentnie oczarowany Piłsudskim. Niewątpliwie natomiast prymasowi Hlondowi nie podobał się sposób sprawowania władzy przez sanację po zamachu majowym.

- Wobec wolnomularstwa Hlond był jednak bezdyskusyjnie mocno krytyczny.
- Nawet bardzo mocno. W tej kwestii był uczniem Piusa X. Nie można jednak zapominać o ówczesnych realiach, a wolnomularstwo uważane było za potężną siłę, która obala królów, zmienia rządy. Hlond żył pod wrażeniem m.in. doprowadzenia przez wolnomularzy francuskich do rozdziału państwa od Kościoła w 1905 r. Obawiał się, że w Polsce może stać się podobnie (po zamachu majowym, w 11-osobowym rządzie prof. Bartla ośmiu ministrów, w tym premier, było wolnomularzami - red.).

- Jakie miejsce zajmuje kard. Hlond wśród prymasów?
- Był jednym z największych. Miał swego rodzaju pecha, bo po nim przyszedł „Prymas Tysiąclecia”, a równocześnie działał inny wielki purpurat: kard. Sapieha.

- Co było największym osiągnięciem prymasa Hlonda?
- Ustanowienie administracji apostolskiej na ziemiach zachodnich i północnych, czyli wprowadzenie tych regionów w krwiobieg polskiego dziedzictwa. To wielkie, choć powszechnie niedoceniane osiągnięcie.



Rozmawiał Włodzimierz Knap
"Dziennik Polski" z dn. 20.10.2015.

Drukuj cofnij odsłon: 79 aktualizowano: 2017-08-10 11:54 Do góry

projektowanie stron www szczecin, design, strony dla parafii

OŚRODEK POSTULATORSKI TOWARZYSTWA CHRYSTUSOWEGO

ul. Panny Marii 4, 60-962 Poznań, tel. (61) 64 72 100, 2018 © Wszelkie Prawa Zastrzeżone