Ośrodek Postulatorski Chrystusowców
Sługa Boży ks. Ignacy Posadzy

Sługa Boży ks. Ignacy Posadzy

(1898-1984)
Współzałożyciel
i długoletni Przełożony Generalny Towarzystwa Chrystusowego;
Założyciel Zgromadzenia Sióstr Misjonarek Chrystusa Króla; pisarz; podróżnik

Inne

Przemówienie Ojca Posadzego w Bazylice Archikatedralnej w dniu 20.IV.1971.

Przed chwilą rozbrzmiewało w tej Bazylice Millenijnej radosne i potężne zarazem Te Deum - hymn uwielbienia, hymn wdzięczności do Króla wieków, dla Boga Stwórcy. Ten hymn wdzięczności brzmi chyba ze zdwojoną siłą w moim sercu w tym pamiętnym dniu życia. Uczucie głębokiej wdzięczności kieruję do Boga, który w swej nieprzebranej dobroci pozwolił mi doczekać tej uroczystej chwili.

Te same uczucia synowskiej wdzięczności wyrażam Jego Eminencji Księdzu Prymasowi Polski, a zarazem troskliwemu Opiekunowi Polonii Zagranicznej. Dziękuję Tobie, Eminencjo, z całego serca, żeś był łaskaw zaszczycić swą obecnością, to nasze święto. Z głębi serca dziękuję za słowo Ojcowskie o tym Grandę misterium, o Kapłaństwie, za słowa odnoszące się do Polonii Zagranicznej i do naszego Towarzystwa.

Dziękuję naszemu Drogiemu Arcybiskupowi Metropolicie, duchowemu Włodarzowi tej pięknej Wielkopolskiej ziemi, gospodarzowi tej Millenijnej świątyni, że umożliwił nam przeżycie dogłębne i radosne, tej podniosłej uroczystości. Dziękuję Mu za tę wielką życzliwość, którą nas blisko 15 lat darzy, będąc Arcybiskupem tej Archidiecezji. My wiemy, że tam w rezydencji bije dla nas czułe, dobre serce.

Dziękuję za przybycie najdostojniejszym Księżom Biskupom, z Ks. Arcybiskupem Wrocławskim Bolesławem Kominkiem na czele. Dziękuję Dostojnym Kapitułom Poznańskim: Metropolitalnej i Kolegiackiej.

Dziękuję Przedstawicielom Kapituły Gnieźnieńskiej i Wrocławskiej. Dziękuję Księżom Prałatom i Proboszczom, zwłaszcza duszpasterzom naszej Archidiecezji i Gnieźnieńskiej i innych. Dziękuję Ojcom Prowincjałom, Przełożonym i Współbraciom Zgromadzeń Zakonnych, z Ojcem Hołdą, Przewodniczącym Konsulty na czele. Dziękuję Matkom Generalnym, Prowincjalnym, Przełożonym oraz Siostrom Żeńskich Zgromadzeń Zakonnych. Dziękuję Drogiemu naszemu Księdzu [s. 45] Generałowi, Księżom Prowincjałom, którzy zza granicy przybyli tutaj, Księżom Proboszczom, naszym duszpasterzom za granicą we Francji, Niemczech, którzy przybyli, by uczcić to święto Towarzystwa. Dziękuję delegacjom parafii terenu Towarzystwa z diecezji Gorzowskiej, oraz delegacji Związku Rybaków nad Polskim Bałtykiem, dziękuję parafiom Poznańskim, zwłaszcza parafii Farnej, gdzie 50 lat temu stawiałem pierwsze kroki nieśmiałe duszpasterstwa. Dziękuję przyjaciołom, wszystkim znajomym, którzy są bliscy i drodzy naszemu Towarzystwu, za ich obecność.

„Panie mój, cóż Ci oddać mogę za bezmiar niezliczonych łask”. 50 lat temu w Bazylice Gnieźnieńskiej, obok grobu św. Wojciecha ks. biskup Kloske wyciągnął nad nami, było nas tylko czterech, swoje błogosławiące ręce i w tej chwili Duch Święty wyznaczył i wydrążył w duszach naszych znamię niezatarte, znamię kapłaństwa Chrystusowego. I rozpoczęła się kapłańska droga, wspaniała, królewska, ale i wąska i stroma, wiodąca wśród niebezpiecznych wiraży.

Zdawałem sobie dobrze sprawę z tego, że na tej królewskiej drodze, bywają nieraz przykre odchylenia, dlatego też w czasie tej pierwszej Mszy Św. błagałem Boga o łaskę wytrwania; na obrazku prymicyjnym wypisałem słowa psalmisty: „O jedno proszę Pana i tego pragnę, bym mieszkał w domu Pańskim po wszystkie dni mego życia”.

I rozpocząłem moje posługiwanie kapłańskie z wielką ufnością. Całą nadzieję położyłem w Najświętszym Sercu Bożym i w Matce Najświętszej Nieustającej Pomocy. I Bóg mimo mej wielkiej niegodności nie szczędził swoich łask. I wśród tych łask bez wątpienia największą łaską było to, że Bóg pozwolił mi się zetknąć na drodze swego życia kapłańskiego z wielkim Kardynałem Augustem Hlondem. Jemu zawdzięczam jeszcze pełniejsze zrozumienie, poznanie mojej misji życiowej, tej misji, która była pasją mego życia, misji jaką jest duszpasterstwo polskie nad rodakami na obczyźnie. I wydaje mi się też, że jego modlitwom zawdzięczam łaskę powołania zakonnego. Po chrzcie św. wiadomo, to jedna z największych charyzmatycznych łask, przyszła ona na mnie niespodziewanie jak błyskawica z nieba się zjawiła. Był to zarazem punkt zwrotny mojego życia. „Na wychodźstwie polskie dusze giną” - te słowa Kar-[s. 46]dynała zelektryzowały mnie, zmobilizowały do głębi. Te słowa sprawiły, że z prawdziwą radością i z entuzjazmem wstąpiłem w szeregi nowego zgromadzenia utworzonego przez Księdza Kardynała. Jedna rzecz jest pewna, że ta bogata sylwetka duchowa Kardynała wycisnęła jakieś bogate piętno na mojej duszy. Urzekła mnie jego osobowość, ukształtowała mnie jego wielka kultura duchowa, jego pietyzm dla człowieka i ukochanie tych naszych Rodaków za granicą. To też szczera wdzięczność ogarnia moją duszę, gdy wspominam tę wspaniałą modlitewną postać. Tak chętnie odwiedzam w tej Bazylice Millenijnej kaplice tuż obok Ks. Arcybiskupa Metropolity i wczytuję się ciągle na nowo w słowa wyryte na tablicy pomnika: „Oto mąż Boży, wielki Duch i szlachetne serce. Dobrze czyniąc szedł przez Śląsk, ziemię ojców swoich, przez Poznań, Gniezno, Warszawę z myślą o rodakach za granicą. Do życia powołał Towarzystwo Chrystusowe dla Wychodźców, duchową opieką otoczył Ziemie Odzyskane pod opieką potężnej Wspomożycielki wiernych w pokoju i wojnie, na wygnaniu i w więzieniu, chlubnie pełnił posługiwanie biskupie”.

I tak minęło 25 lat w służbie kapłańskiej i rozpoczęło się drugie 25-lecie. I w tym okresie Opatrzność Boża pozwoliła nam zarejestrować znowu dalsze nadzwyczajne łaski. Ta pierwsza wielka łaska to jest ta, że Towarzystwo mogło rozpocząć realizację swego posłannictwa wśród Polonii świata. Mogliśmy spełnić mandat Założyciela, że Towarzystwo skieruje wszelkie energie i wysiłki ku misji wychodźczej, którą członkowie pojmować będą jako swoje powołanie, jako drogę uświęcenia i zbawienia wiecznego. I dzięki Bogu, dziś ponad stu kapłanów pełni posłannictwo Towarzystwa wśród Polonii na 70 placówkach w Europie, obu Amerykach i w dalekiej Australii. A inna wielka łaska to ta szczęśliwa okoliczność z woli Opatrzności Bożej, że Ty, Eminencjo, zostałeś Prymasem Polski, a tym samym duchowym Opiekunem 10 milionów Polaków za granicą, w tej ważnej pozycji w naszym budżecie narodowym. I od blisko 25 lat starasz się usilnie o to, by umocnić i pogłębić żywe więzy narodowe, kulturalne, a zwłaszcza Maryjne, łączące Polonię z Narodem. Od blisko 25 lat Polonia widzi w Tobie najwyższy autorytet moralny, widzi w Tobie swego duchowego Wodza, a zarazem symbol jedności, który jednoczy ich z krajem [s. 47] ojczystym. Kilkanaście lat temu powstała wątpliwość, czy rodacy mają odwiedzać kraj rodzinny. Polonia czekała na odpowiedź Prymasa. Wypowiedź przyszła, krótka, decydująca, niejednych szokująca; ona brzmiała: Każdy Obywatel pochodzenia polskiego za granicą, powinien przynajmniej raz w życiu odwiedzić Kraj swoich ojców. To było zielone światło. I tak rozpoczęły się masowe wyjazdy rodaków w odwiedziny do Polski. Po dziś dzień nasi wychodźcy w ważniejszych sprawach zwracają się do Ciebie. Jako do swego Opiekuna, manifestują swoją miłość i bezgraniczne zaufanie do Twojej Osoby. Poszczególni przedstawiciele polonijni, przybywający do Kraju, uważają sobie za obowiązek odwiedzenie swego Prymasa Opiekuna i oddania Mu synowskiej czci. Polonia za granicą uświadamia sobie dobrze, że jedynie Prymas Polski może skutecznie bronić ich duchowych spraw wobec najwyższych czynników. Mogli się o tym przekonać, kiedy z auli Soborowej wystąpiłeś, Eminencjo, w obronie duszpasterstwa emigracyjnego. Są oni w pełni przekonani, że ta interpelacja przyczyniła się walnie do radykalnej zmiany konstytucji „Exsul Familia” i do wydania nowego Motu Proprio, które więcej uwzględnia słuszne postulaty naszych emigrantów. I dzięki składam Tobie, Eminencjo, za wszystko, co na przestrzeni blisko 25 lat uczyniłeś dla naszej rodziny zakonnej i dla mnie osobiście. Po śmierci naszego Założyciela jesteś nam nie tylko najwyższym Przełożonym, lecz również Ojcem i Opiekunem. Dziękuję Ci za wyjątkową życzliwość, za wszystkie ojcowskie uwagi. Zdawaliśmy sobie dobrze sprawę z tego, że płynęły one z ojcowskiego serca zatroskanego o przyszłość i powodzenie dzieła Twojego wielkiego poprzednika.

Dziękujemy Bogu też za to, że towarzyszy nam życzliwość, przyjaźń naszego Księdza Arcybiskupa. Jakie to wielkie szczęście, że na stolicy Poznańskiej zasiadł ten, który jest jak gdyby żywym przedłużeniem naszego Założyciela: jego długoletni współpracownik, przyjaciel, również jak On - syn św. Jana Bosko, również jak on - więzień za sprawę Chrystusową.

Przyniosłeś Księże Arcybiskupie ze sobą do Poznania nie tylko zalety swego umysłu i serca, przyniosłeś to, co najpiękniejsze, to co zdobyłeś w tej wielkiej szkole charakterów u boku dwóch [s. 48] wielkich Kardynałów. 50 lat życia kapłańskiego to suma łask i dobrodziejstw Bożych. W ciągu tych 50 lat mogłem przekonać się naocznie, że nie ma takich łask, których by nie można otrzymać, jeżeli się Boga o to pokornie prosi. Wszak wierny jest Bóg, który nas powołał do Towarzystwa Syna swego Jezusa Chrystusa, mogliśmy powtarzać za św. Pawłem te słowa. Spoglądając dziś wstecz na 50 lat pracy w winnicy Pańskiej, razem z tym apostołem narodów wołsam z głębi serca: Dzięki składam Temu, który mnie umocnił, Jezusowi Chrystusowi Panu naszemu, że mnie uznał za godnego swego zaufania, i powołał do swojej służby. Dziękuje Bogu za kapłaństwo, o którym dzisiaj tak pięknie mówił Ksiądz Prymas. Za Kapłaństwo, za wspaniały Królewski dar dla Kościoła, dla całej ludzkości. Dziękuję Bogu za to, że 50 lat temu w tej wielkiej życiowej grze, wybrałem chyba najszczęśliwszy los, kapłański los, los, który przy współpracy zawsze wygrywa i pokój zapewnia i daje radość, jakiej świat dać nie może. Ale życie kapłańskie jak każde życie to walka. Bywają dni słoneczne, bywają też burze.

W tych chwilach doświadczeń i burz przypominaliśmy sobie zawsze słowa naszego Kardynała Założyciela: Ufajcie, nad wami Bóg i Matka najświętsza, a tam daleko miliony dusz, dla których ofiara wasza stanie się zbawieniem. Nie odmawiajcie Bogu żadnej ofiary, On w duszach waszych działać będzie cuda miłosierdzia i swojej łaski.

Nadal całą nadzieją pokładam w Sercu Bożym, tak jak kiedyś z tym samym entuzjazmem, kiedy 50 lat temu głosiłem nauki o Najśw. Sercu Bożym w dostojnej Farze Poznańskiej. I całą nadzieję pokładam w Matce Najświętszej, która była mi Matką i Patronką, gwarantką wytrwania. Jeśli Bóg pozwoli, to ostatnie lata czy miesiące pragnę nadal pracować i cierpieć na chwałę Boża, na pożytek naszych Rodaków za granicą. Wszak i oni są konarami tego wielkiego drzewa, któremu na imię Naród Polski.

A teraz proszę Jak najpokorniej Waszą Eminencję i Księży Biskupów o udzielenie nam błogosławieństwa Arcypasterskiego.

Amen.


Druk: Złoty jubileusz kapłaństwa ks. Ignacego Posadzego SChr, Poznań 1971, s. 45-49.

Drukuj cofnij odsłon: 5559 aktualizowano: 2012-01-15 15:45 Do góry

projektowanie stron www szczecin, design, strony dla parafii

OŚRODEK POSTULATORSKI TOWARZYSTWA CHRYSTUSOWEGO

ul. Panny Marii 4, 60-962 Poznań, tel. (61) 64 72 100, 2018 © Wszelkie Prawa Zastrzeżone