Ośrodek Postulatorski Chrystusowców
Sługa Boży ks. Ignacy Posadzy

Sługa Boży ks. Ignacy Posadzy

(1898-1984)
Współzałożyciel
i długoletni Przełożony Generalny Towarzystwa Chrystusowego;
Założyciel Zgromadzenia Sióstr Misjonarek Chrystusa Króla; pisarz; podróżnik

Inne

Wrażenia z Danji - cz. 3.

U celu - Ateny i Paryż Północy - Królewskie przybytki - Duch Thorvaldsena - Bajka z tysiąca i jednej nocy - Boże sprawy - Szarańcza XX w. - Godny przedstawiciel Polski - Duńscy przyjaciele.

Wjeżdżamy wreszcie do cieśniny Oresundu. Coraz więcej już okrętów. Żaglowce, motorówki i ciężkie łodzie rybackie przesuwają się po cichym, przezroczystym zwierciadle wód. Wiatr uspokoił się, znikły bałwany, a wody są już tylko lekko pomarszczone. Wtem zdala zaczynają się rysować lasy masztów - a za nimi spiczaste wieże gmachów i kościołów. Mijamy wybudowane w morzu warownie, które bronią Kopenhagi od strony morza i wreszcie wjeżdżamy do samego portu, odgrodzonego od portu wojennego długim molo. Krótka rewizja paszportów przez urzędnika duńskiego i wreszcie stawiamy pierwsze kroki na ziemi duńskiej. Przypomina nam się mimo woli, jak to kiedyś Czarniecki hetman na czele swej jazdy bronił tej ziemi i jak to rycerstwo polskie zwycięskie w licznych bitwach przeciw Szwedom, rozniosło sławę imienia polskiego po dalekiej Północy. Kopenhaga, dumna królowa Sundu, wita nas bielą swych marmurów i kamieni, a cudami swych obrazów i posągów opowiada nam niezmożenie jakąś baśń z minionych wieków o potędze Danji i jej sławnych królów.

Kopenhaga, licząca niewiele ponad 700 tysięcy mieszkańców, nie jest miastem wszechświatowym, nie może się, mierzyć z kolosami milionowymi innych krajów, a jednak ma swój urok i wygląd odrębny. Tu panuje wszechwładny styl Krystiana IV, dostojny i poważny, a jednak czarujący kolorytem i linią. Kopenhaga może się też poszczycić takimi zbiorami, jakich niema w żadnej stolicy. Kopenhagę nazwano „Atenami Północy i północnym Paryżem”, i słusznie. Tutaj, bowiem znajdziesz zbiorowiska prawdzi-[s. 1]wej sztuki, nauki, kultury i równocześnie zaś na bulwarach i placach, w parkach i salonach uśmiech nadsekwański. Szczególniejszego blasku dodaje Kopenhadze rezydencja królewska. Liczne pałace i gmachy królewskie, niepomiernie przyczyniają się do świetności bogatego miasta. Niektóre pałace oddal król na użytek publiczny, i służą one teraz przeważnie jako muzea. Na wyspie „Slotshotlmen” leży czarujący zamek Christiansborg.

W zamku Charlottenborg znalazła schronienie Akademia Sztuk Pięknych. W Ny Carisberg Glyptothek mieszczą się bogate zbiory, które z całego świata pozbierał Krezus kopenhaski, dr Jacobsen. Poza dawniejszym obwarowaniem miasta dźwignął się wysłannik renesansu, sławny pałac Rosenborg. Architektura jego potężna i wspaniała o olbrzymich rozmiarach.

Nie widziałby Kopenhagi, kto by nie odwiedził muzeum Thorvaldsena! W nim oglądać można wszystkie dzieła tego najgenialniejszego rzeźbiarza Północy. Bertel Thorvaldsen to zaiste największy geniusz, jakiego wydały czasy ostatnie. Prochy jego spoczywają na dziedzińcu, ale duch żyje i promieniuje z 600 przeszło dzieł pozostawionych w tych olbrzymich i zdobnych salach i wprawia każdego, co na nie spogląda, w głęboką zadumę. Jego dzieła żyją i płoną żarem słonecznym. Linie architektoniczne, rzeźby, koronki kamienne i hafty dziergane, przezroczyste migocą się życiem. ż dumą spogląda na nas Poniatowski na krwistym rumaku i zapatrzony w błękit nieba Mikołaj Kopernik, również działo tego sławnego mistrza.

Zajrzeć należy do Tivoli, szczególnie zaś wieczorem. Jest to ogród czarodziejski, a kiedy zapłonie w nim 100 tysięcy różnobarwnych lampek elektrycznych, to zaiste wydaje się wszystko, jak w bajce. W pawilonach wybudowanych w kształcie pałaców wschodnich czy świątyń greckich, rozsiadły się kina, teatry, cyrki, panoptika, marionetki, dancingi, kawiarenki i wszelkiego rodzaju tingel tangel. Są tam sztuczne Alpy, a po ich grzbietach przez wąwozy i tunele pędzi kolejka elektryczna. Istny raj dla milusińskich kopenhaskich. Są tam sztuczne wodospady Mickiewicza i groty kościeliskie. W środku zaś urządzono bajkowy staw. Dookoła stawu wierzby i brzozy, a i w konarach pełno ukrytych lampek elektrycznych. Lampki w klombach kwiatów, na łodziach i we wodzie, a wszystko to kołysze się i płonie, i muzyczka gra i radość nielada.

Kiedy w innych stolicach przeważnie świątynie Pańskie są najpoważniejszymi zabytkami sztuki i kultury minione i mogilnikami dziejów narodowych, to w Kopenhadze brak ich prawie zupełnie. Od dawna już zapanował w protestantyźmie duńskim wszechwładny racjonalizm, który wyziębił serca do reszty. Wznoszono wspaniałe pałace giełdy i banki olbrzymie, ale zapomniano do cna o domach Bożych. Jest ich zaledwie parę i to skromnych i ubogich, może prócz Frederikskirke, zwanej kościołem marmurowym i kościoła Zbawiciela, którego wysoka wieża panuje nad stolica. Warto tu zaznaczyć, że do rozszerzenia chrześcijaństwa w Danji przyczyniła się księżniczka polska, córka Mieczysława I, wychodząc zamaż za króla duńskiego Swena. Reformacja wyniszczyła prawie zupełnie katolicyzm, to też dzisiaj jest w Kopenhadze zaledwie pięć tysięcy katolików. Mają oni trzy piękne kościoły pod wezwaniem św. Ansgara, św. Józefa i Serca Jezusowego.

Jedna rzecz, która podpada przybyszowi od razu, to ogromna ilość rowerów. Powiadał mi ktoś, że w samej Kopenhadze ma ich być 80 tysięcy. Po bokach ulic są dla nich przygotowane osobne jezdnie asfaltowe. Szczególnie zabawnie wygląda, kiedy rano wyruszają wszyscy do swych zajęć. Są to prawdziwe roje rowerzystów: robotnicy, uczniowie, studenci, biuraliści, wszyscy na dwukolnych wehikułach. Rowerem do teatru, rowerem do kościoła, a nawet do ślubu!...

Polska ma godnego przedstawiciela w osobie pana posła Rozwadowskiego. Podziwiałem, z jakiem uwielbieniem i uznaniem wyrażali się o nim Duńczycy. Odwiedziłem też poselstwo w pięknych apartamentach przy Frederiksgade. Będąc przyjętym jak najserdeczniej przez pana posła i jego małżonkę i patrząc zarazem na to, z jaką uprzejmością przyjmowano interesantów duńskich, przeważnie kupców, nie dziwiłem się już, czemu pan poseł taki popularny i lubiany. Oby i inne poselstwa tak godnie umiały Rzeczpospolitą reprezentować.

Zresztą spotkałem tutaj wielu życzliwych przyjaciół Polski, może dzięki gorliwej propagatorce zbliżenia polsko - duńskiego, p. Stemann. To też nie dziw, że na przyjęciu u jednego z kupców, gdyśmy rozmawiali o sojuszu polsko - duńskim, z zapałem całe towarzystwo śpiewało hymn polski, ułożony przez poetę duńskiego: „Gdzie się pienią Wisły nurty”, a gromkie okrzyki leciały z ust do ust: „Leve Danmark, Leve Polen!” (Niech żyje Danja, niech żyje Polska!).

X. I. Po. [s. 2]


Druk: „Kurier Poznański” 537(1926), s. 1-2.

Drukuj cofnij odsłon: 4529 aktualizowano: 2012-02-03 23:21 Do góry

projektowanie stron www szczecin, design, strony dla parafii

OŚRODEK POSTULATORSKI TOWARZYSTWA CHRYSTUSOWEGO

ul. Panny Marii 4, 60-962 Poznań, tel. (61) 64 72 100, 2017 © Wszelkie Prawa Zastrzeżone