Ośrodek Postulatorski Chrystusowców
Sługa Boży ks. Ignacy Posadzy

Sługa Boży ks. Ignacy Posadzy

(1898-1984)
Współzałożyciel
i długoletni Przełożony Generalny Towarzystwa Chrystusowego;
Założyciel Zgromadzenia Sióstr Misjonarek Chrystusa Króla; pisarz; podróżnik

PK

Nagasaki - miasto męczenników. Na Daleki Wschód.

Wysoko na wzgórzu. - Młodzi szaleńcy. - 400 lat temu. - Odnalezienie chrześcijan. - O. Petitjean. - Iodzima. - Dzieło O. Kolbego. - W dalszą drogę.

XIII.

Na dworcu w Nagasaki oczekuje nas brat Grzegorz z japońskiego Niepokalanowa. Pomaga nam załatwić kilka formalności w związku z bagażem. Po czym samochodem udajemy się do klasztoru. Leży on już poza miastem w Hongosi wysoko na wzgórzu. Gdy O. Maksymilian Kolbe przybył tu sześć lat temu, kupił to miejsce, ponieważ było niedrogie. Przy czym ćwierćmilionowe Nagasaki leżało tuż obok.

Wspinamy się na górę po kilkudziesięciu stopniach z kamienia. To już wynik krwawej pracy ruchliwej braci zakonnej. Przedtem tu było szczere pustkowie. Na górze cały szereg budynków klasztornych. Na jednym z nich króluje wielka figura Niepokalanej. Za Jej przyczyną zbudowano to wszystko. Ona i w przyszłości macierzyńską swą opieką otoczy zbożne Swe dzieło.

Wita nas uprzejmy O. Gracjan, zastępca O. Gwardiana klasztoru. O. Gwardian bowiem wyjechał do Stanów Zjednoczonych. Podróż poprzez Ocean Spokojny odbył statkiem japońskim, płacąc za trzecią klasę tylko 70 jenów (1 jen = 1.50 zł.). Musiał on sypiać razem z Japończykami na matach słomianych, jadać ryż polewany soją i imo - kartofle tutejsze. Lecz jak na dwutygodniową podróż wydał niedużo. Resztę zaoszczędził dla sprawy misyjnej. Objeżdża on obecnie parafie polskie, wygłasza nauki i zbiera ofiary dla dalszej rozbudowy powierzonej sobie placówki.

Witają nas bracia, zawsze zadowoleni i uśmiechnięci. Młodzi szaleńcy, którzy dużo nie rozumują, a których entuzjazm dla sprawy nawrócenia Japonii pcha do największych po święceń. Niczym tęsknota za Polską, której już może nigdy nie zobaczą, niczym trudne warunki klimatyczne. To wszystko nic, mawiają. Byle Chrystusowi pozyskać jak najwięcej dusz. Bracia Celestyn, Alfons, Zenon zasypują nas pytaniami: Co słychać w Polsce, jak było na kongresie?

Od razu chcieliby nam wszystkim pokazać, wszystkim się wespół z nami cieszyć. Zjawiają się również bracia Japończycy, mali, krępi oraz jeden kleryk Koreańczyk. Przybiegają seminarzyści z małego seminarium. Niejeden z nich różowiutkie Kodomo - dziecko jeszcze, ale każdy świadom swego powołania.

Idziemy do kaplicy, by odprawić Mszę św. W przedsionku zdejmujemy obuwie zwyczajem tutejszym. Zwyczaj ten w tym miejscu w szczególniejszy sposób jest usprawiedliwiony. Wszak Nagasaki to miasto sto męczenników. Tu lała się krew męczeńska chrześcijańskich Japończyków. Tu żadne prześladowanie nie potrafiło ich odwieść od Chrystusa. Toteż mimo woli przypominają się słowa Pisma Św.: Zdejm obuwie, albowiem miejsce, na którym stoisz, święte jest...

Było to w dzień Wniebowzięcia Matki Boskiej 1549 r. Na brzegach Japonii blisko Bungo ukazał się żaglowiec. Gdy przybił do brzegu zdumienie ogarnęło stojących na brzegu tubylców. Bo oto wyszedł ze statku człowiek o jaśniejącym obliczu, o niezwykle dobrych oczach. Był ubrany w czarną suknię, przepasaną czarnym pasem. Z ramion zwisał mu długi płaszcz, również czarny, I ustawił ołtarz blisko brzegu i odprawiał obrzędy tajemnicze i niezrozumiale dla obecnych. Po czyni mówił o nieznanym dotąd Bogu. Mówił tak serdecznie ten dobry człowiek, tak jak dotychczas nikt nie przemawiał.

Był to święty Franciszek Ksawery. Wpływ jego osobisty był tak wielki, że ludzie zaczęli się nawracać. Przybyli jeszcze inni misjonarze. Nawróceń było coraz więcej. Nawet potężny książę Omura Sumitada nawraca się wraz z całym dworem. Liczba chrześcijan dochodzi już do 600 tysięcy. Tak było do roku 1597. Lecz wtedy zaczynają się intrygi przeciw chrześcijanom. Surowy szo-[s. 268]gun - możnowładca Taiko Sama wypędza wszystkich misjonarzy. Praktyk chrześcijańskich zakazuje pod surowymi karami.

Chwytają opornych, w tym 13-letniego Antoniego i małego Ludwika, liczącego zaledwie 11 lat. Na wzgórzu Tatejama w Nagasaki wzniesiono 26 krzyży. Polała się pierwsza krew męczeńska w obronie wiary. Krew męczeńska lejc się i w innych miastach. Konfiskują majątki, okrętami wywożą wiernych na dalekie wyspy. Nie ma wśród nich ani jednego misjonarza. Zbierają się w ukryciu i odprawiają sobie nabożeństwa. W rzeczach wiary św. więcej obeznani głoszą im naukę, uczą katechizmu. Figurka buddystycznej bogini miłosierdzia Kwannon i dzieckiem na ręku lak podobna jest do Matki Boskiej. Więc przed tą figurką modlą się do Bogarodzicy. Wpadają do domu siepacze. Na troniku bogini Kwannon, a wiec nic nie sprzeciwia się rozkazom możnowładcy...

Tak było do roku 1865. Zmieniły się czasy, zmienili się ludzie w Japonii. Cofnięto dawniejsze surowe zakazy. Chrześcijanie japońscy wyszli z katakumb.

O. Gracjan pokazuje nam miasto i okolicę. Jedziemy obok góry Tatejama, miejsca stracenia japońskich chrześcijan. Miejscowi katolicy wykupili to miejsce. Nie wolno tam jednak wznieść krzyża Więc biały słup ustawiono tam na pamiątkę. Kilkanaście kroków dalej zbudowano figurę Buddy jakby na urągowisko.

W dniu 5 lutego odprawiają się rokrocznie podniosłe uroczystości na tej pamiętnej górze Tatejama.

Zajeżdżamy przed katedrę. Przy wejściu oglądamy napis umieszczony u stóp figury Matki Boskiej: Na pamiątkę znalezienia chrześcijan 17 marca 1865 r.

W tym czasie przybył tu jako pierwszy misjonarz O. Petitjean i zbudował ten kościół. Nie wiedział przy tym, że istnieją tu jeszcze starzy chrześcijanie. Wtem pewnego razu przychodzi do niego ukradkiem grupka niby to pogan, pytając się go o naukę, którą głosi. Bali się bowiem podstępu. Wyłożył im misjonarz naukę, którą oni sami dobrze znali. Lecz jeszcze się lękali. Więc pytają go:

- Czy wierzysz w tę Panią, która jest Matką Syna Bożego?

Wówczas zaprowadził ich O. Petitjean przed figurę Matki Boskiej. Nic było już wątpliwości. Jedna z wieśniaśniaczek szepnęła mu do ucha:

- Ojcze, my mamy to samo serce, co ty...

Wnet i inni zaczęli powtarzać te same słowa. Potem już na glos odmawiali pacierze i litanię do Matki Boskiej, jak się od rodziców nauczyli. Było to wielkie święto radości. Pierwsze sakramentu św. po 250 latach. Pierwsza Msza Św., o której istnieniu już zapomnieli. Owce odnalazły pasterza. Ci, co byli zginęli, zostali odnalezieni.

Nie zastajemy już ks. biskupa Hayasaka. Przed tygodniem opuścił on Nagasaki, rezygnując z powodu choroby ze stanowiska. Spotykamy się z ks. Urakawa, wikariuszem generalnym. Pokazuje nam małe muzeum starożytności chrześcijańskich z czasów prześladowań. Patrzymy ze czcią na te stare modlitewniki, różańce, figurki Kwannon, przechowywane w tajemnicy przed siepaczami.

Jeszcze większe wrażenie wywiera na nas kościół w Urakami, największy w Japonii. Proboszczem jest tutaj X. Morijama, pochodzący z rodziny męczenników za wiarę św. Budujemy się pobożnością tutejszych katolików. Jest ich wprawdzie niedużo, za to wszyscy nadzwyczaj gorliwi.

Spotykamy dużo ludzi adorujących Najświętszy Sakrament. Kobiety nakryte białymi welonami klęczą na matach po prawej stronie. Dużo także mężczyzn. Niektórzy z nich idą do spowiedzi św. boso lub w skarpetkach zbliżają się z wielką czcią do konfesjonału. Odchodzą skupieni z spuszczonymi oczyma. Potem modlą się żarliwie, raz po raz pochylająr się głęboko do ziemi. [s. 269]

Przy wyjściu z kościoła małe dzieci pozdrawiają nas po japońsku, otaczając nas kołem. Wybieramy się motorówką na wyspę Iodzima. Tu i na sąsiednich wyspach znajdują się Uczni katolicy, potomkowie dawniejszych męczenników.

Jedziemy przeszło godzinę przez zatokę, otoczoną wspaniałymi górami. Obok nas pluskają ryby, kotłują wiry. Zbliżamy się do wyspy. Z daleka widać piękny kościółek gotycki na wzgórzu. Zbudowano go 8 lat temu, gdyż poprzedni zniszczyła burza. Zbudowali go biedni rybacy katolicy z własnych funduszów. Kościółek cały z żel-betonu, by mógł się oprzeć burzom i częstym trzęsieniom ziemi.

Rybacy witają nas głębokim ukłonem. Niektórzy suszą sieci i ryby. Inni wybierają się na połów. Dowiadujemy się, że na rannej Mszy św. bywa codziennie nieraz do 300 osób, mimo, że parafia liczy tylko 800 dusz.

Ujrzała nas babunia japońska. Nie posiada się z radości, że widzi od razu tylu simpu - księży.

- Komban - wa - dobry wieczór.
- ikaga - deska - jak się macie - woła na głos.

Blisko kościoła znajduje się domek, który pamięta czasy prześladowań. Tu poddawano wiernych torturom, by ich skłonić do odstępstwa. Kazano im dniami całymi klęczeć na drobnych kamykach lub ostrokanciastych drewnach. Na łydki kładziono ciężkie kamienie. Wszystkim skonfiskowano cały dobytek. Niektórych skazano na wygnanie. A oni wytrwali mimo wszystko. Bohaterzy Chrystusowi. Godni następcy rzymskich męczenników.

Słońce zachodzi nad zatoką. Obłoki się palą jak rubiny. Motorówka odbija od brzegów. W kościółku dzwonią na Anioł Pański. Dwie chrześcijanki, nie bacząc na pogańskie otoczenie, klękają na pokładzie i w głębokim skąpieniu odmawiają pacierze. Taka jest wiara ludzi tutejszych.

A czyż nie trzeba podziwiać zapału naszych misjonarzy, tej wiary w powodzenie dzieła Bożego na japońskiej ziemi?

Nie mamy słów podziwu dla naszych gospodarzy, którzy z niczego zbudowali Niepokalanów japoński. Zwiedzamy wszystkie warsztaty i urządzenia. Wszędzie rozmach na skalę polskiego Niepokalanowa. Zadziwia nas Szczególnie drukarnia. W ciągu tych sześciu lat powstało tu dzieło, które w nawróceniu Japonii wybitną może odegrać rolę. Wszak dzisiaj już wszyscy zdają sobie z tego sprawę, że jedynie dobrze postawiona prasa katolicka może przygotować serca pod zasiew Prawdy Chrystusowej.

Tu więc drukuje się japoński Rycerz Niepokalanej na razie w nakładzie 65 tysięcy egzemplarzy miesięcznie. Główna to zasługa O. Maksymiliana Kolbego. Gdy 6 lat temu wraz z bratem Zenonem przybywa do Nagasaki, pierwsza jego myśl to drukarnia.

Miejscowi księża kiwają głowami, odradzają stanowczo. Miesiąc później O. Maksymilian jedzie już do Osaki i kupuje maszynę drukarską. Jeszcze jeden miesiąc później wychodzi już pierwszy numer Rycerza.

A owoce?

- Po przeczytaniu Rycerza przyszła mi myśl, by zapoznać się z religią katolicką. Czytam wasze pisemko. Zdaje mi się, żem dostrzegł jasne światło wśród wzburzonego morza... - Oto glosy czytelników, które nadchodzą codziennie do rąk brata Celestyna, redaktora.

O. Gracjan prowadzi nas pod koniec do Małego Seminarium. Pod kierownictwem ojców wychowują się tutaj przyszli misjonarze Japonii. Jest na razie pierwsza klasa - chłopców. Maleńcy seminarzyści hasają wesoło. Chwali ich O. Gracjan, że są karni i że chętnie garną się do nauki.

- Następną klasę wyławia w tej chwili O. Mieczysław - uśmiecha się nasz przewodnik.

Dowiadujemy się, że kandydatów muszą Ojcowie sami wyszukiwać. Stąd O. Mieczysław jeździ od parali do parafii, dobiera narybek. Czasami rodzice nie chcą się rozstać z swym ukochanym synkiem.

Pięknie odpowiedział 12-letni Siota swojej japońskiej mamusi:

- A co by było, gdybym wam teraz umarł?

Już czas wyruszyć w dalszą drogę. Brat Zenon zdobywa jeszcze nieco zbiorów dla potulickiego muzeum. Od znajomych bonzów - duchownych buddyjskich wyłudza przepaski liturgiczne, habit bonzowski i koński ogon dla odpędzania złych duchów...

O. Gracjan i kochani Bracia wiozą nas do portu. Za chwilę statek Changhai-Marn opuszcza zatokę. Żegnamy po raz ostatni Nagasaki - miasto męczenników i misyjnych bohaterów. Malownicze góry i grzbiety skalne, pełne majestatu wołają nam: „żegnajcie...”. Było to 4 marca.

A dzień był złocisty, niebo turkusowe,
Podobne wielkiej kopule sklepionej...

X. Posadzy. [s. 270]

 


Druk: „Przewodnik Katolicki” 17(1937), s. 268-270.
Artykuł ten został również wydrukowany, jako rozdział:
„Nagasaki, miasto męczenników” w książce:
I. Posadzy, Przez tajemniczy Wschód. Wrażenia z podróży,
Potulice 1939, s. 207-214.

Drukuj cofnij odsłon: 4139 aktualizowano: 2012-02-01 16:55 Do góry

projektowanie stron www szczecin, design, strony dla parafii

OŚRODEK POSTULATORSKI TOWARZYSTWA CHRYSTUSOWEGO

ul. Panny Marii 4, 60-962 Poznań, tel. (61) 64 72 100, 2018 © Wszelkie Prawa Zastrzeżone