Ośrodek Postulatorski Chrystusowców
Sługa Boży ks. Ignacy Posadzy

Sługa Boży ks. Ignacy Posadzy

(1898-1984)
Współzałożyciel
i długoletni Przełożony Generalny Towarzystwa Chrystusowego;
Założyciel Zgromadzenia Sióstr Misjonarek Chrystusa Króla; pisarz; podróżnik

PK

Polskie nabożeństwo w dziewiczym borze brazylijskim.

Od roku przeszło jadą ludzie z Polski do brazylijskiego stanu, który nazywa się Espirito Santo, czyli stanem Ducha Św. Tam na północ od Słodkiej Rzeki ciągną się ogromne lasy dziewicze, wśród których nigdy jeszcze, nie stanęła ludzka noga. I w te właśnie lasy jadą nasi. Siekierą i toporem rąbią las. I walą się wspaniałe cedry, mahonie i cenne imbuje - dęby brazylijskie. Potem słońce wysusza drzewo, gałęzie. A kiedy już wszystko suche „puszczają ogień. Ogień trawi ścięte drzewa, całą roślinność. Pozostają tylko pnie grube, osmolone.

Motyczką kopia dołki. Wrzucają w nie ziarna kukurydzy, ryżu, kawy lub czarnej fasoli. Nogą przydeptują dołki i czekają deszczu. A gdy deszcz spadnie, odrazu się wszystko zieleni i w górę strzela, zapowiadając obfity plon. Mieszkają narazić w szałasach nakrytych liśćmi z palmy. Ale niektórzy już pobudowali sobie domki bardzo ładne. I nazwali to osiedle „Orzeł Biały”, jako że z pod znaku tego wszyscy pochodzą. Ale już nowa tworzy się kolonia 26 km na południe od Orła Białego. Tam właśnie byłem w tych dniach i pierwsze tam odprawiłem nabożeństwo.

Przyjechałem do nich na mule ścieżką leśną. Towarzyszył mi wierny murzyn. Alfredo, również na mule. Trzeci zaś muł dźwigał ołtarzyk, przybory liturgiczne i gramofon z polskimi płytami. Przyjechaliśmy popołudniu. Koloniści zostawili od razu swoje zajęcia i przyszli się przywitać. Zapanowała radość, jaką trudno opisać. Polski ksiądz i pierwsze nabożeństwo na tym odludziu.

Obraliśmy też od razu miejsce, na którym się miało odprawić nabożeństwo. Wzgórze z świeżą porębą, otoczone dziewiczym lasem. Na to miejsce zaczęli też znosić palmy młode i cienkie odziomki cedrowe. I wnet stanęła prowizoryczna kapliczka.

Na drugi dzień rano. Przecudny wstaje dzień, pełen wiośnianych uczuć. Papużki zielone, srokosze, tukany, cała ptasia gromada śpiewa, „Kiedy ranne” na cześć swego Stwórcy i Pana. Ścieżkami leśnymi, wśród palm wysmukłych i mahoni, idą nasi. Idą z dziećmi na rękach i wszystko przynoszą, radość swoją i swój ludzki ból. Idą Tyble, Bojarscy, Czyszyny, Dudy, Kochanowscy, Chodniccy, wszystek twardy, piastowski lud, co tu z za morza przyszedł, budować nową ojczyznę.

Ruszczycki Bolesław ze Stanisławowa intonuje „Godzinki”. Śpiewają rzewnie wszyscy chwaląc Pannę Świętą. W tym czasie słucham spowiedzi świętej. Nie ma krzesełka. Siadam więc na pniu drzewa perony, a penitenci klękają na świeżych liściach drzewa mlecznego.

Przynoszą potem wiadro wody z pobliskiej rzeki Pankasu na poświęcenie. Niema kropidła. Ale ktoś wylatuje do lasu i przynosi kwiecie palmy bulili. Kropidło nielada. - „Asperges me” śpiewa ten i ów z kapłanem. Reszta zaś w piersi się bijąc modli się półgłosem: Przez to święte pokropienie Boże, odpuść me zgrzeszenie!

Ruszamy w procesji do lasu. „Kto się w opiekę” śpiewamy. I płynie ta pieśń wiary i ufności w rozsłoneczniony błękit nieba. Płynie, skroś koncert ptaków i buczenie bąków, płynie wspaniała i potężna przed Boży tron. Dwie małpki spuściły się z góry na dolne gałęzie i przypatrywały [s. 64] się tej dziwnej uroczystości. Patrzyły to na nas, to znowu na siebie, a skubiąc się po główkach medytowały, co by to wszystko miało znaczyć.

Rozpoczęła się Msza św. Naród zwarł się wkoło ołtarzyka i na kolana się rzucił przed majestatem Bożym, niby ten łan żywych kłosów, co czasu żniwa się pochyla. Ten i ów z książeczki czytał modlitwy święte. Niektóre ręce trzymały różaniec. Większa część jednak śpiewała pieśni Maryjne.

„Chwalcie łąki umajone, chwalcie doliny zielone”, śpiewali, jako że to wiosna się zaczęła, iż drzewa i kwiaty kwitną wszędy. A kiedy śpiewali, to taka żałość ich chwyciła za serca, że łzy lały się ciurkiem i w śpiewaniu przeszkadzały. Boć rodzinne przypomniały im się strony i ten polski miesiąc maj.

Na ewangelię powstali znowu. Wzdychali głęboko i w piersi się bili, a modlili się żarliwie. Zaczęło się kazanie. Ze wzruszeniem słuchają, jak to im Polska pozdrowienie śle i ta Najświętsza Częstochowska. Ze skruchą przyjmują napomnienie, iżby zawsze wiernie stali pod sztandarem Częstochowskiej.

- Bo jeśli Najświętsza Panienka będzie z wami, któż będzie przeciwko wam?

Ona płaszczem swym matczynym utuli swoje polskie dzieci i matką wam będzie na tym wygnaniu wśród dzikich ustroni.

I powstał już ogólny płacz. Nawet co najtwardszy chłop zaszlochał, a płacz ten szedł ławą szeroką po ludziach niby te fale, co na brzegi lecą oceanu. Na Podniesienie znowu się rzucili na kolana przed tym Jezusinkiem, co tu po raz pierwszy z nieba stąpił na to odludzie. I błagali Go i prosili, by im błogosławić raczył, a ich nie opuszczał w żadnej potrzebie. I słońce zlewało swe promienie na ten naród u stóp ołtarza się korzący. Wyzłacało ten zagon szarych kubraków i wypłowiałych zapasek. Nad ołtarzem przelatywały wielkie motyle, co miały skrzydła kąpane w złocie. Koliberki i inne ptaszyny Boże krążyły nad ołtarzem, jakoby cześć chciały złożyć Synowi Bożemu.

Reszta nabożeństwa przeszła wśród śpiewów i modlitw gorących. Po Ite missa est odbyły się chrzty. Potem jeszcze śpiewano: „Nie opuszczaj nas”.

Po nabożeństwie każdy do flaszeczki nalewał wody święconej, co by ich chaty strzegła od wszelakiej złej przygody. Zbieramy się jeszcze razem na pogawędkę. Rozdaję im najnowsze „Przewodniki”, medaliki z wizerunkiem Częstochowskiej i obrazki święte. Wypytują się o kraj, o swoich. Opowiadam im i cieszę i do wytrwania zachęcam.

I radzimy jeszcze jakby nazwać tę nową osadę. Jest Orzeł Biały - mówią - a do Orła polskiego należy Panienka Jasnogórska. Więc nazwijmy nasze osiedle „kolonią Matki Boskiej Jasnogórskiej”, a po brazylijsku „Nessa Senhora da Claramonte”.

Zgodzili się wszyscy. I nazwa ta pozostanie. Może tu kiedyś miasto zbudują wielkie, a i wówczas nazwa jego świadczyć będzie o pobożności ducha polskiego na obcej ziemi. A na miejscu, kędy pierwsze odprawiło się nabożeństwo, bazylika kiedyś stanie z Jasnogórską w wielkim ołtarzu.

Długośmy jeszcze gwarzyli. Gramofon wygrywał nam polskie melodie. Odwiedziłem jeszcze potem ich szałasy i zagrody. A potem znowu w drogę, w odwieczny las. Jakaś radość dziwna przelewała się w mej duszy, a usta szeptały słowa modlitwy dziękczynnej dla Boga, że pozwolił być mi świadkiem tak rzewnego nabożeństwa.

X. Posadzy [s. 65]


Druk: „Przewodnik Katolicki” 4(1931), s. 64-65.
Myśli z tegoż artykułu zostały również zawarte w rozdziałach: „Do najmłodszej kolonji”
i „Pod mahionowym krzyżem”, książki: I. Posadzy, Drogą pielgrzymów, Poznań 19855,
s. 47-51, 54-60.

Drukuj cofnij odsłon: 3953 aktualizowano: 2012-02-03 11:03 Do góry

projektowanie stron www szczecin, design, strony dla parafii

OŚRODEK POSTULATORSKI TOWARZYSTWA CHRYSTUSOWEGO

ul. Panny Marii 4, 60-962 Poznań, tel. (61) 64 72 100, 2018 © Wszelkie Prawa Zastrzeżone