Ośrodek Postulatorski Chrystusowców
Sługa Boży ks. Ignacy Posadzy

Sługa Boży ks. Ignacy Posadzy

(1898-1984)
Współzałożyciel
i długoletni Przełożony Generalny Towarzystwa Chrystusowego;
Założyciel Zgromadzenia Sióstr Misjonarek Chrystusa Króla; pisarz; podróżnik

Artykuły

ks. Witold Stańczak TChr

Homilia - Uroczystości w Domu Głównym Sióstr Misjonarek w Morasku.
Równocześnie z obchodem w Domu Głównym Towarzystwa Chrystusowego w Poznaniu w dniu 17 lutego 1998 r. setna rocznicę urodzin śp. Ojca Ignacego Posadzego świeciły Siostry Misjonarki dla Polonii Zagranicznej, jako rocznicę swego Założyciela.


 

Czcigodne Siostry Misjonarki,

Łączy nas tak wiele - jedno posłannictwo zakonne, streszczone w zawołaniu: "Wszystko dla Boga i Polonii Zagranicznej"; jedna duchowość, kształtowana przez Waszego Założyciela a naszego Współzałożyciela; wspólne tereny pracy duszpastersko-polonijnej na wszystkich ladach świata i na wielu placówkach w kraju.

W dniu dzisiejszym łączy nas wspólne uwielbienie Boga za świetlana postać Ojca. W światłach Ducha Świętego odczytał On wnikliwie rzeczywistość potrzeb duszpastersko-narodowych milionów naszych rodaków poza granicami kraju. Posłuszny Bożym natchnieniom uformował dwie rodziny konsekrowane pod wspólnym sztandarem: "Wszystko dla Boga i Polonii Zagranicznej". Dlatego w tej doniosłej, setnej rocznicy urodzin Ojca - niech będzie Bóg uwielbiony, "że taka moc dał ludziom". Dziękujemy Ci Boże, Ojcze nasz, że obdarzyłeś nasze Rodziny konsekrowane świetlaną postacią Ojca Ignacego. Umacniaj nas, prosimy, swoją łaską, abyśmy z Jego bogatej, duchowej spuścizny pilnie w spełnianiu naszych posłannictw korzystali.

Rocznice - jubileusze - to "święta czasu". To zatrzymanie się w chwili obecnej i sięgnięcie pamięcią w przeszłość. Wybieramy z bogatej kapłańsko-zakonnej przeszłości Ojca ważniejsze wspomnienia. Już w kilka lat po powstaniu Rodziny Zakonnej Chrystusowców myślał Ojciec o powołaniu do życia "pomocy nam podobnej". Z racji narodowo-politycznych było wielkie opóźnienie w duszpasterstwie emigracyjnym. Dlatego trzeba było zastosować przyśpieszenie. Druga wojna światowa opóźniła kilka lat zamiary Ojca. Lata powojenne nie sprzyjały również temu dziełu. W okresie totalitaryzmu nawet istniejące od lat zakony miały utrudnioną egzystencję. Ojciec jednak podjął tę myśl i mimo różnych trudności stworzył wspaniałe dzieło Sióstr Misjonarek Chrystusa Króla dla Polonii Zagranicznej. Oprócz problemów natury formacyjnej były na początku duże trudności materialne. Jeden z Księży Wikariuszy Generalnych tych czasów opowiadał ze wzruszeniem, jak Ojciec prosił go o pozwolenie zadysponowania pewną otrzymaną sumą pieniężną na rzecz Sióstr Misjonarek. We Władysławowie byliśmy świadkami, jak Ojciec cieszył się otrzymaniem większej ofiary na rzecz sióstr od p. Bescek z USA. Wspominam o szczegółach, a było ich więcej, bo one świadczą, jak bardzo Ojciec był oddany Rodzinie Sióstr Misjonarek. Poznał z bliska w czasie podróży "Szlakiem pielgrzymów" pilne potrzeby naszych rodaków emigrantów i śpieszył, by nieść im skuteczną pomoc.

My, chrystusowcy, odczuwaliśmy powołanie sióstr misjonarek jako ubogacenie w najszerszym tego słowa znaczeniu naszego "męskiego duszpasterstwa". Przypomina mi się w tym miejscu wypowiedź pewnego pastora ewangelickiego podczas rozmów ekumenicznych. Kult i nabożeństwo do Matki Najświętszej stwarza przedziwne piękno i delikatność w Kościele katolickim, czego brak odczuwamy u protestantów - orzekł wspomniany pastor. Jeżeli wolno porównać małe sprawy z wielkimi, to takie odczucie towarzyszy, nam chrystusowcom, przy współpracy z siostrami misjonarkami. Nasuwa się w tym miejscu na pamięć niedawna wypowiedź Ojca Świętego Jana Pawła II przy kanonizacji kobiet: "Historię ludzkości należałoby od nowa napisać i uwzględnić w niej wielką rolę kobiety" - powiedział Jan Paweł II. Przytaczam słowa Ojca Świętego z pamięci, ale pewien jestem poprawności treści. Przychodzą nam na pamięć nazwiska wielkich kobiet w dawnej i najnowszej naszej historii: święte Jadwigi, Ledóchowskie, Siedliska, Darowska, Truszkowska i inne.

Ojciec Ignacy cieszył się nasza dobra rodzinna współpracą na placówkach duszpasterskich i w domach formacyjnych. I w dzisiejsza rocznicę ofiarujmy Ojcu "laurkę" z zapewnieniem, że będziemy tę współpracę pogłębiać i umacniać ku chwale Bożej, dobru naszych rodaków i ku własnemu uświęceniu. Miejmy tę świadomość, że Ojciec jest między nami, bo istnieje "świętych obcowanie", bo "miłość nigdy nie ustaje", a Ojciec był i jest w nas rozmiłowany. A kiedy więź między nami będzie wzrastać? Przypomina mi się znów wypowiedź z ostatniego Tygodnia Ekumenicznego. Tym razem była to wypowiedź duchownego prawosławnego: "Za mało jesteśmy zjednoczeni, bo za mało uświęceni" - orzekł pobożny "batiuszka". A więc naszą szarżą - do nieba wzwyż - a naszym orderem na grobie krzyż".

Rocznice należy czcić nie tylko wspomnieniem, ale i odnowieniem postanowień wypełniania testamentu drogich nam osób. Zwróćmy szczególną uwagę na zdecydowanie i ufność Ojca w spełnieniu swego posłannictwa. Gdy rozpoczynaliśmy potulickie dzieło - mówił Ojciec - ludzie kiwali głowami, a my zaufaliśmy Opatrzności Bożej. Byliśmy bowiem przekonani w Duchu Świętym, że jesteśmy bardzo potrzebni. Podczas drugiej wojny światowej i nocy okupacji byliśmy bezdomni i całkowicie rozproszeni. Istniało też największe zagrożenie wolności i życia ze strony okupanta. Szczególnie w stosunku do Ojca. Jednak podjął Ojciec ryzyko kontynuowania naszych studiów w warunkach konspiracyjnych i blisko czterdziestu z nas otrzymało podczas okupacji święcenia kapłańskie.

Jak już wspomniałem, trudności piętrzyły się też przy powołaniu do życia Sióstr Misjonarek. Ojciec wszystko przezwyciężył. Ufny w moce Boże i opiekę Królowej Polonii Zagranicznej szedł zdecydowanie naprzód - naprzód z miłością. I takie przesłanie nam i Warn, Drogie Siostry Misjonarki, pozostawił. W problemach personalnych naszych rodzin konsekrowanych Ojciec powtarzał już przytaczane przy innych okazjach słowa: Jesteśmy drzewem zasadzonym na niwie Kościoła. Bywa, że czasem jedna gałąź się złamie, inna uschnie, inną trzeba usunąć, a drzewo rośnie i coraz głębiej zapuszcza korzenie". Innym razem znów mówił: "Gdy w lesie jedno drzewo upadnie, powstaje głośny trzask. Cichnie on jednak szybko, a las dalej rośnie". Jasna jest wymowa powyższych wypowiedzi.

Urlop letni spędzał Ojciec przez wiele lat we Władysławowie. Lubił Ojciec morze. Przypominało mu ono podróże oceaniczne "Szlakiem pielgrzymów". Pewnego wieczoru zaprosił nas, byłych potuliczan, na wieczór wspomnień. Częstując owocami, wspominał pierwsze kroki potulickie, czas okupacji i niełatwe lata powojenne. My uzupełnialiśmy Ojca naszymi wspomnieniami. Cieszył się też Ojciec wielce rozkwitem zgromadzenia Sióstr Misjonarek. "Były usterki w pionierskich poczynaniach obydwóch Rodzin Konsekrowanych, przyznaję się do tego, mówił Ojciec. Trudno, by mi było jednak znieść zarzut, że nie byłem całym sercem oddany tym dziełom". Oświadczyliśmy żywo, że nikt by się nie odważył takiego zarzutu Ojcu postawić. No, to Deo gratias, zakończył Ojciec.

I jeszcze jedno wspomnienie z Niepokalanowa. Spotkaliśmy podczas pobytu w mieście Niepokalanej w latach pięćdziesiątych ojca franciszkanina, byłego współpracownika św. Ojca Kolbego. Gdy przedstawiliśmy się jako chrystusowcy, ożywił się i wspomniał Ojca Posadzego jako wielce cenionego rekolekcjonistę w Niepokalanowie. Gdy słuchaliśmy rekolekcyjnych nauk Ojca, to pomyśleliśmy, że czym dla nas franciszkanów jest św. Ojciec M. Kolbe, tym dla chrystusowców będzie Ojciec Posadzy, powiedział nasz rozmówca. Przyjęliśmy to jako wielce chwalebne dla nas zestawienie.

Pielęgnujmy więc, Czcigodne i Drogie Siostry Misjonarki, nasze duchowe pokrewieństwo, bo jest ono bardzo prawdziwe, a nie w stylu "pana Za-głoby i Rocha Kowalskiego". Wspólnota nasza, gdy "zawodu dokonamy", będzie uwieńczona współprzeżywaniem szczęśliwej wieczności, "którą Pan Bóg przygotował tym, którzy Go miłują".

Idźmy za przykładem Ojca odważnie i zdecydowanie w przyszłość naszych posłannictw. A gdy przyjdą trudne chwile, wspomnijmy na Ojca i nie desperujmy, "bo nie ma takich terminów, z których by viribus unitis (wspólnymi siłami) i przy Boskich auksyliach nie można było wyjść" (H. Sienkiewicz).

Przy wspaniałej rocznicy Ojca trzeba nam też wspomnieć testament Ojca: "Na sądy Boże idę z drżeniem, pomnąc na niezliczone grzechy i niedbalstwa moje. Ufam jednak Miłosierdziu Bożemu oraz Najśw. Pannie. Im dzisiaj ofiaruję moje życie, moje cierpienia w ostatniej chorobie oraz śmierć moją w intencji uświęcenia drogich Współbraci i duchowej odnowy Zgromadzenia. A oto ostatnia prośba, którą kieruję do wszystkich członków naszej wspólnoty zakonnej wzrastającej w łasce Bożej i w poznaniu Jezusa Chrystusa. Kochajcie Go, bo On jest przyjacielem i bratem naszym. Kochajcie naszą Najświętszą Matkę. Dała Ona przecież tyle dowodów szczególnej opieki nad Towarzystwem. Ona gwarantuje Wasze wytrwanie i dalszy rozwój Zgromadzenia. Wasz niegodny sługa i brat ks. Ignacy Posadzy".

Drukuj cofnij odsłon: 2721 aktualizowano: 2012-01-14 15:52 Do góry

projektowanie stron www szczecin, design, strony dla parafii

OŚRODEK POSTULATORSKI TOWARZYSTWA CHRYSTUSOWEGO

ul. Panny Marii 4, 60-962 Poznań, tel. (61) 64 72 100, 2018 © Wszelkie Prawa Zastrzeżone