Ośrodek Postulatorski Chrystusowców
kl. Józef Miękus

kl. Józef Miękus

(1912-1937)
chrystusowiec;
wstąpił do Towarzystwa w 1932;
pierwszy kronikarz w Potulicach
studiował w Rzymie

na front

Na front wydawniczy. Maszyna drukarska nadeszła


10 kwietnia nadeszła do Potulic maszyna dru¬karska. Oddawna już X. Rektor zamierzał roz¬począć pracę wydawniczą. Teraz zaczyna wychodzić „Głos Seminarium Zagranicznego" — na razie kwartalnik.

Pierwszym współpracownikiem X. Rektora w redagowaniu tegoż pisma zostaje Józef Miękus. Nie pisze o tym w „Kronice". Czy dla ukrycia zasługi?

Podejmuje tę pracę, jako służbę Bożą. Zaczyna ją od prośby:

— Najświętsze Serce Jezusa, pobłogosław każdemu słowu.

Pisać tak, jakby każde słowo miał przeczytać Mistrz Najwyższy... Pisać tak, by każde słowo służyło dziełu Bożemu... Wylewać na świat strugi wiary, wołać do dusz wołaniem mocnym, by odzew wdzięczny i czysty otrzymać...

Niewielka jeszcze ta praca: poza adjustowaniem materiału ze świata, listów uchodźczych, wiadomości i zdarzeń z życia Zgromadzenia — daje obrazki życia braci i kleryków, pełne poezji, energii i wesołości. Nie mają czasu w natłoku pracy, rozrywek, wrażeń ustawiać się te słowa tłumnie, nie mają czasu rozwijać się w zaokrąglone zdania, pełne najdokładniejszej części mowy. To jest styl futurystyczny, awangardowy, styl telegraficzny:

„Dzwonek. Praca.

Rekreacja: śmiechy, radość, wesele. Oczy błyszczą radośnie. Melodyjne śpiewy wibrują w powietrzu. Tam muzyka gra... Szymek dobosz roześmiany kropi w bęben.

Dzwon. Modlitwy wieczorne. Idzie noc... Modlitwa — praca — nauka — dużo radości — to nasz regulamin. Karność wojskowa, duchem Bożym przepojona. Nasze potulickie „szare dni“.

Ten styl, szczęśliwie znaleziony przez niego, bę¬dą potem naśladowali w „Kronice“ inni. Złoży się to na swoisty styl potulicki — harcersko-podchorążacki. Bo też wziąć trzeba pod uwagę, że to Zgromadzenie prawie całkowicie składające się z młodych ludzi. I Założyciele wychodzili z tej mądrej zasady, że zdrowych właściwości wieku młodego stłumić nie należy, trzeba je ty lico oczyścić i skierować w górę. Powstał więc typ zakonnika, niezmiernie odbiegający od ponurej, ascetycznej, surowej postaci, potępiającej radość życia, jaką lubią malować wbrew oczywistości wolnomyśliciele. Piotr Jerzy Frassati, który umarł w opinii świętości, lubił się wspinać po górach. Turystyka, wybiegnięcie radosne w świat Boży, przypatrywanie się pięknu natury, cieszenie się darami Bożymi piękna i przestrzeni tak są wła¬ściwe katolicyzmowi współczesnemu. Katolicyzm nigdy nie był tym, co Niemcy nazywają „welt-fremd" — obce światu. Purytanizm i Jansenizm były tak niespółmierne z tym, co jest przecudnym wykwitem właśnie tego średniowiecza, tak bardzo potępianego i utożsamianego z antytezą „radości helleńskiej" — z radością franciszkańską. I współczesny katolicki ruch młodzieżowy jest przepojony tonem św. Franciszka, mówiąc językiem Mickiewicza. Powszechny chorał: „Cantate canticum novum"... Szare dni stają w świetle nadprzyrodzonej glorii, oślepiającej łaski. Brzemiona stają się lekkie, krok jest uskrzydlony. Przenika duszę poczucie odnowy.

To poczucie jest tak płodne i dynamiczne dlatego, że zawiera w sobie pierwiastki twórcze. W życiu religijnym bywają dwa typy: albo powtórzenie kanonu niezmiennego, wykutego przez wieki. Jest w tym praca nie lada jaka kopisty, zwłaszcza, jeżeli wzór ma być dokładnie odtworzony. Ale idą wieki i przynoszą coraz to nowe formacje duchowe, coraz to nowe prądy, które Kościół opromienia i zgarnia na swój użytek, tak, jak zgarnia na swój użytek wynalazki nowoczesne. I wtedy odbywa się wlanie w ramy kanonu no¬woczesnej treści. Jest to już twórczość.

A ta zbliża do Stwórcy — wprowadza w kult Boga Ojca, tworzącego w wichurze blasków w zamieci mgławic, w bezmiarach kosmicznych przestrzeni i czasu, niepojętych dla nas. To wyłanianie nowych form organizacji religijnych odbywa się obecnie bardziej twórczo, w szybszym tempie, niż dawniej. I towarzyszy mu to właśnie wyczucie odnowy, „przyobleczenie w człowieka nowego“. To właśnie wyczucie jest cudownym, rozśpiewanym Magnificat każdego nowicjatu. Wydobywanie ze siebie nowych pierwiastków, a nie tylko bierne odtwarzanie pewnej, przedłożonej postawy duchowej jest pracą wewnętrzną twórczą. W pierwszym okresie życia zakonnego ta twórczość, to poczucie odnowy, ta egzaltacja najwyżynniejsza jest źródłem najjaśniejszych, nie-zapomnianych przeżyć. Szczęśliwym jest ten zakonnik, który i w późniejszym okresie życia zakonnego, zwłaszcza wśród nadmiaru prac, które dźwiga każdy w zakonie i stara się dźwigać dla zasługi jak najwięcej, nie wpadnie w skostnienie i znałogowanie.

Nastrój gromady Bożej o spokojnych sumieniach, żyjącej w śpiewie glorijnym i w służbie ołtarza, nastrój gromady, związanej miłością Bożą, dla której każda praca jest unoszącą się ku niebu modlitwą, jest dymem wonnym kadzidlanym duszy — pozwala na te zabawy niewinne, opromienione czasem obecnością w ich gronie wodza duchowego, ojca, na którego mogą oczy podnosić.

Ta zdolność czci, przede wszystkim oddawanej Bogu, a potem wodzowi duchowemu, jest podnoszeniem się wyżej, jest wyciąganiem rąk ku formie wyższej, z tęsknotą, by ją osiągnąć. Dlaczego hierarchia duchowa, uznanie jej i zrozumienie po¬maga człowiekowi do wstąpywania „na górę wysoką". Równanie wszystkiego i burzenie hierarchii wartości duchowych spycha ludzkość w dół. Rozumieli to nie tylko ludzie Boży: John Ruskin, pisarz-esteta angielski podkreślał zdolność czci, wychodzenia ponad siebie, jako jedną z wielkich wartości człowieka. U Krasińskiego potępiony zostaje hr. Henryk w „Nieboskiej Komedii": „za to, żeś nic nie czcił...“

Jakże odmienną jest droga rozwoju narodu niemieckiego, dochodzącego do najbardziej bezbożnego i szalonego pychą szowinizmu poprzez wyznaczoną mu przez Nietzschego ścieżkę „nadczłowieczeństwa“, samoubóstwienia jednostki, która nic nie czci ponad siebie...

Niewinność... Cudowna oaza wśród brudu i zepsucia współczesności... Patrząc na grono zakonników potulickich, przypomina nam się mimo woli młody proletariusz bezrobotny w wielkim mieście, młody chłopiec, który spił wszystkie szumowiny i trucizny, który ma twarz napiętnowaną złym, który zna wszystkie grzechy śmiertelne, a nieraz otarł się o zbrodnię. Ci biali zakonnicy w swoich czarnych bluzach roboczych, nowoczesnych i w swoich sutannach są jakby wyspą ocalenia, garstką wybraną, dla której może Bóg przebaczy nowoczesnej Sodomie.

Takie dusze anarchiczne, zepsute do dna, bezbożne i zbuntowane, taką młodość gnijącą w korzeniu swoim spotkają ci potuliccy misjonarze w wielkich miastach Ameryki Południowej, Chin, Niemiec, Francji. Oddawajcie się beztroskim zabawom, uciechom duszy niewinnej, młodzi bojownicy. Zbyt prędko przyjdzie do was surowa odpowiedzialność za dusze ginące w złym...

Jak charakteryzuje nastrój tej gromadki Chrystusowej opis dnia (nie przez Józefa pisany) w „Kronice":

„...Spacer niedzielny...

Dziadek mróz chuchnął, dmuchnął i opadły słupki srebra w termometrach... z wielkiego strachu. A potem wystrzeliły grube lodowe kwiaty na szybach, rozkwitły w ogrody rajskie...

Dzwonił dzwonek nie raz, nie dwa.

I po modlitwie poobiedniej zapiszczał śnieg, grubo ubity, roziskrzony w diamenty, najpierw koło pałacu, potem koło kaplicy i wreszcie na moście nadnoteckim. Szedł gwar, śmiech i rozmowy o ukochanych świętych. Królowała święta Tereska od Dzieciątka Jezus.

W słońcu gorącym kąpie się dolina śniegowa i teren pofałdowany. Wspinamy się na ścianę, bo z góry, miły bracie, widoki. I przypomina się niektóremu, o dziwo, wspinaczka na Garłuch, a inni to i o Alpach mówią... O Alpach...

Nasz ukochany X. Rektor cukierki rozdaje, a wreszcie bieg ze wspinaniem się przed forum kleryków i braci. Pierwszemu — sześć cukierków. Victor.

Startuje sześciu... A ściana — stromizna na 20 metrów (grań jakby). A potem szły minuty i jechali w dół i na bok...

I wszedł pierwszy podchorąży potulicki. A tam na grani walka szła ciągle, katulali się, toczyli, pełzali...

A potem fotografia na moście — na tle drzew, i wioska, i nowicjatu brama".

W tym nastroju niewinności i lśniącej schludnej bieli wokoło dusz podejmowano każdą pracę.

„Każdemu słowu błogosławi Najświętsze Serce Jezusa"...

W tym nastroju przejęcia się prowadzi „Głos Seminarium Zagranicznego" Józef Miękus, kierowany wytrawną ręką Ojca, aż do swego odjazdu na studia do Gniezna.

Czasopismo daje artykuły zasadnicze, kronikę życia Zgromadzenia, opisy życia na wychodztwie i listy wychodźców. Czasem też umieszcza słowa zachęty i wiary w rozwój Zgromadzenia różnych ludzi wybitnych, zarówno z Opieki nad wychodztwem (z Towarzystwem „Opieki“ nawiązuje się ścisła i serdeczna współpraca), jak i różnych duchownych przedstawicieli Światowego Związku Polaków Zagranicą i t. d. Zwłaszcza zaś ze szczególną skwapliwością i ukontentowaniem serdecznym umieszcza się każde słowo X. Prymasa, zwrócone do Zgromadzenia.

Czasopismo z początku ma nakład 4.000 egzemplarzy i rozchodzi się głównie wśród duchowieństwa. Potem nakład podnosi się do 20.000 i czasopismo zaczyna trafiać do najszerszych warstw społeczeństwa.
Niestety, mało dochodzi dotychczas i to czasopismo, i inne wydawnictwa Seminarium Zagranicznego do tych, którym najbardziej są potrzebne. Teren działalności hufca potulickiego — to nie bogate Stany Zjednoczone. Wśród ubogich nieraz i ciężko pracujących kolonistów, Ameryki Południowej, wśród górników Belgii i Francji, wśród robotników Westfalii, wśród ludu wiejskiego Łotwy lub wychodźców w dalekim Mandżuko będą działali Chrystusowcy. Tam trzeba będzie nie raz nie tylko myśleć o zbawieniu dusz, lecz i organizować pomoc charytatywną. Tam nieraz ludzie nie mają środków na chleb dla ducha.
Wieści, o nowym dziele przenikają coraz szerzej w społeczeństwo. Zjeżdżają goście: X. Kard. Rakowski, XX. Biskupi Laubitz, Fulman, Gawlina, Kubina. Zjeżdżają Generałowie Zakonów, prałaci i wybitni duchowni pisarze katoliccy, jak X. Nikodem Cieszyński, X. Stefan Durzyński. Niektórzy z nich zaczynają pisać do „Głosu" artykuły.

Przyjeżdżają też księża z emigracji, by przypatrzeć się Domowi, skąd wyjdą dla nich przyszli pomocnicy. Chcieliby zaraz zabierać ze sobą w świat daleki księży, lub chociażby braci do pomocy. Ale nie: jeszcze nie są przygotowani, jeszcze musi ich zapał ofiarny okrzepnąć, a charaktery i duch zakonny wyrobić się lepiej.

Zwłaszcza robi wielkie wrażenie przyjazd zasłużonego kapłana polskiego z Charbina, X. Ostrowskiego. Kiedy sterany pracownik odjeżdża znowu na trudną swą placówkę, pytają go młodzi klerycy, co trzeba zabrać ze sobą, jadąc na emigrację.

— Dużo miłości — odpowiada sędziwy pracownik winnicy Pańskiej.

Ta prześliczna odpowiedź zapada w serca młodocianych kleryków i braci. Bo też to serca wrażliwe, gorące i gotowe świat cały przycisnąć...

Nie wszyscy zdają sobie sprawę, że zakony są wzorówką przyszłego, odrodzonego życia ludzkości, do którego dopiero powoli dorastamy. Obecny nasz okres, okres egoistycznego laicyzmu i przyzwolenia na siedem grzechów śmiertelnych jest może zaledwie przedszkolem ludzkości.

Tak więc idzie „Głos“ w świat i budzi echo. Za czasopismem pierwszym ukazuje się drugie — „Msza św.“ Potem „Cześć Świętych Polskich".

Potem — książki i broszury. Książka X. Ignacego Posadzego, opisująca pobyt Jego w Ameryce Południowej, p. t. „Drogą Pielgrzymów", w której autor ilustruje głód religijny i potrzebę pracy etycznej, społecznej i oświatowej na wychodztwie polskim była drukowana w pierwszym wydaniu w Michalineum. Następne wydania bito już we własnej tłoczni. Rozchodziły się i rozchodzą w tysiącach egzemplarzy (w tej chwili wyszedł już 40-ty tysiąc), uświadamiając Naród Polski o obowiązkach względem rzeszy wychodźczej, stanowiącej w tej chwili czwartą część narodu.

Jeżeli kiedykolwiek brat potulicki zapuka do waszych drzwi i zaproponuje wam kupno książki, czasopisma lub broszury Seminarium Zagranicznego, pamiętajcie, że dochód z tych wszystkich wydawnictw idzie na ratowanie polskich dusz na wychodztwie...

Na chwałę Królowej Wychodztwa Polskiego...

Drukuj cofnij odsłon: 12 Do góry

projektowanie stron www szczecin, design, strony dla parafii

OŚRODEK POSTULATORSKI TOWARZYSTWA CHRYSTUSOWEGO

ul. Panny Marii 4, 60-962 Poznań, tel. (61) 64 72 100, 2018 © Wszelkie Prawa Zastrzeżone