Ośrodek Postulatorski Chrystusowców
kl. Józef Miękus

kl. Józef Miękus

(1912-1937)
chrystusowiec;
wstąpił do Towarzystwa w 1932;
pierwszy kronikarz w Potulicach
studiował w Rzymie

szkola

Szkoła entuzjazmu


Seminarium Zagraniczne stworzył i prowadzi dalej wspaniały entuzjazm. Można było go się spodziewać choćby dlatego, że przyszła tu prawie sama młodzież, o uczuciach nie zużytych, mająca jeszcze wiarę w życie, nieskalana jego brudem.

Te żołnierzyki Chrystusowe, z których ma się urobić potężnych atletów bożych, to dopiero młodzi chłopcy. I podejście do nich powinno było być wychowawcze. Trzeba było stworzyć im warunki życia, które by dokształciły, rozwinęły ich władze, ich zdolności, wydobyły na wierzch drzemiące w nich dobro. Młodą energię, by nie poszła w kierunku niższym, trzeba było zużytkować w pracy. Życie intelektualne, które w najwyższym stopniu absorbuje uczucia rozproszone, było otworzone zarówno dla kleryków, jak dla braci. Odsunięto tylko materiał, niepotrzebnie narażający spokój duszy, stwarzający niepotrzebne trudności.
Z jednej strony działanie uduchowiające wywierała praca umysłowa, z drugiej — dając ujście młodej potrzebie rozrywki i ruchu wprowadzono sport, pochłaniający również nadmiar energii organizmu. Ba, założono nawet harcerstwo. Jest tu więc wśród strzyżonych szpalerów parku kort na siatkówkę, na Kanale Bydgoskim uprawia się pływactwo i sport kajakowy, urządza się wycieczki, są nawet obozy wypoczynkowe nad morzem lub w górach.

Nic dziwnego, że wprowadzono taki tryb życia pracowniczo-sportowy dla braci, wśród których niejeden skończył niedawno lat 15 (wiek prekluzyjny dla kandydatów na braci). Zapewniony mają pełny i całkowity rozwój ludzkich sił i zdolności, stworzenie człowieka harmonijnego. Wyrzec się tych rzeczy świeckich, do których nieraz tęskni natura ludzka dopomogą sakramenta i łaska Boża, dając pełną, przelewającą się za brzegi kompensatę jakże zatrutego zawsze tak zwanego szczęścia ludzkiego!

Na przykładzie Seminarium widzimy, jak w życiu religijnym można zużytkować sport, który w organizacjach świeckich stał się źródłem zgubienia duchowego, wyrabia brutalność, pociąga za sobą nieraz zanik życia umysłowego i szerszych zainteresowań. Tu w ten sposób harmonijny uczyniono zadość naturze ludzkiej, unikając wszystkich niedoborów sportu zawodowego lub opętania sportowego naszych czasów, które tak obniżyło poziom kulturalny całych pokoleń.

Nowe Zgromadzenie ma swoje własne modlitwy, w których modli się za wychodztwo, za nieszczęśliwą Rosję, za Ojczyznę. „Ustawy“ jego zawierają hasła i przepisy, pełne można by powiedzieć tego romantyzmu religijnego, tego rozmachu ofiarnego, jakie cechują wszystkie jego wystąpienia dotychczasowe.

 Ustawy dla człowieka, wstępującego do Zakonu, są wzorem, który mając przed oczami musi wykonać samym sobą. Na ten wzór ma się bezustanną pracą i przezwyciężeniem wyrzeźbić. Od piękna wzoru zależy piękno odtworzonego posągu. Czytając te wskazania, te prawa nowego Zgromadzenia, pełne wewnętrznego ognia, widzimy, że słusznie nowicjat Seminarium Zagranicznego nazwać można szkołą entuzjazmu.

„Charakterystycznym duchem Towarzystwa", czytamy w § 8, jest:
a) bezgraniczne ukochanie sprawy bożej w wychodztwie,
b) żądza ofiary z siebie i radosne poświęcenie sił, wy¬gód i życia dla dobra tułaczy polskich,
c) bezwarunkowa karność wewnętrzna w duchu wiary.

Pulsuje w Towarzystwie silnie duch braterstwa. To jakby pierwotna gmina ewangeliczna.

§ 7. Szczera miłość braterska i głębokie poczucie wspólnoty rodzinnej łączyć będą wszystkich w zwarty i solidarny hufiec Boży. Jedni cenić i popierać będą pracę drugich, a wszyscy będą z sobą współzawodniczyć w miłości Boga, w cnocie i poświęceniu.

Porywające są kanony profesji:

„Padnijcie na kolana. Za wami świat. Przed wami wyżyny świętości i apostolski trud. Nad wami Bóg i Matka Najświętsza. Tam daleko miliony dusz, którym ofiara wasza stanie się zbawieniem".

„Wyrzekamy się wszystkiego, co jest dostatkiem, wygodą, szczęściem, samowolą, pychą i grzechem. Wsparci łaską bożą i opieką Matki Najświętszej, chętnie idziemy na trud i poświęcenie, na posłuszeństwo zupełne i radosne, na ofiarę każdą, byle świętą wolę bożą spełnić..."

W tej atmosferze poczuła się dusza Józefa „w domu Ojca"... Rozgorzała od razu ogniem ofiarnym, który nie przygasał już w nim do samej śmierci. Z wielkim przejęciem on i nowozaciężny hufiec z nim razem odprawia pięciodniowe rekolekcje i spowiedź generalną. Wrażenia swe zapisuje w „Kronice":

„Chociaż pewna część nas odprawiała rekolekcje zamknięte, to jednak te były jakieś inne, głębsze. Powtarzano nam ciągle: „Przyoblec się w nowego człowieka", „Trzeba wam narodzić się od nowa" — i każdy silnie odczuwał, że „jego przeszłość w gruzy się rozpada, przyszłość wstaje". I w duszy każdego z nas zrodziły się święte a mocne postanowienia, niby te kolumny spiżowe, mocarne, na których się będzie wspierał przyszły wspaniały gmach boży".

Po rekolekcjach i komunii wieczorem milczenie przestało obowiązywać. Kaskadom śmiechu i żartom, zda się, nie było końca.

Ale i żarty się skończyły.

Pan Jezus złożył w sercach naszych najdroższy i najwspanialszy dar: Siebie samego.

Ponieśmy i my jaką ofiarę dla Jezusa — mówił X. Rektor. I zabrano się do papierosów. Palenie wzbronione. I wszystkie papierosy „płaskie” czy okrągłe wraz z tytoniem „najprzedniejszym", choć pogańskim, bo tureckim — w towarzystwie swych niedawnych właścicieli wędrowały „w odstawkę“.

Nieraz jakie wesołe „powiedzonko”, raca dowcipu, wytrysk humoru ożywi i okrasi życie nowicjuszy, da im na chwilę odprężenie od zbytniej powagi. Zawsze będzie w tym celował Miękus. Żongluje on łatwo słowem — ma zdecydowane zdolności literackie.

Nastrój nie upada, przeciwnie, pogłębia się, wzmaga. Józef opisuje w „Kronice” niedzielę potulicką:

„Piękna naprawdę jest „nasza” niedziela. Po sobotniej spowiedzi każdy z nas jest jakiś inny, jakiś rozpromieniony, zadowolony, wesoły. Rano godzina snu więcej — to pierwsza dodatnia strona niedzieli. Msza św. ze śpiewem chóru wiejskiego nastraja nas odświętnie, jest bowiem bardziej uroczysta, piękniejsza, bardziej porywająca.

... Potem dwugodzinna przechadzka. Dzielimy się na grupy i hej do kniej, do pól, do lasów, nad rzekę, każdy w swoją stronę.

Wszędzie wspaniale, więc mniejsza o to, gdzie idziemy. Grunt, że idziemy rozweseleni do rozśpiewanej, wdzięczącej się natury. Ten uroczy zakątek potulicki, tak piękny, „choć ciasny, jak świat jest Boży, tak on jest nasz własny“. Zaczyna królować wspaniała polska jesień z babim latem w rozsłonecznione południa, ze szronem i mglistymi całunami w chłodne poranki.

W drodze czynimy ciekawe spostrzeżenia. Podziwiamy np. jadący w dali pociąg osobowy i zjawisko to jest dla nas obecnie jakieś dziwne, nastrojowe. Pomyśleć, że dopiero za rok pojedziemy tym parowym wehikułem na studia do Gniezna. Ah, jak to rozczula. Pociąg bo pociąg — to nic. Cóż dopiero, gdy na niebie pojawi się stalowy ptak naszego lotnictwa, jak to faktycznie miało miejsce, ale nie podczas przechadzki, lecz podczas pracy ręcznej. Zawarczał naraz, zarechotał nad nami, płynąc nisko nad drzewami parku i uciekł w dal. Leć ptaku — pomyślał każdy z nas— godzina moja jeszcze nie nadeszła. Wszystko leci i ucieka, przeleci i czas nowicjatu, ulecą rączo lata studiów, a wtedy na kształt tych błękitnych ptaków, wylecimy daleko, do naszych rodaków na obczyźnie“.

Po rekolekcjach regulamin porwał w swe tryby aspirantów i zaczęła się sześciotygodniowa praca. Jest to okres próby, a zarazem czas przygotowawczy do kanonicznego nowicjatu. Młodzi aspiranci nie ustają w gorliwości, podsycają ją odezwy przyjaciół Zgromadzenia, artykuły, listy, chwalące wielkie a potrzebne dzieło. Oto jeden z takich listów:

„Chrystusowcy, jakie wzniosłe wasze powołanie“.

O was wołała tęsknota, rozżalenie, sieroctwo, opuszczenie wołało o was. Serca, dusze, sumienia polskich wygnańców wołały o was. Tam zrodziło się powołanie wasze. Jesteście uproszeni u Boga przez wychodźcze rzesze polskie. Z bólu polskich serc, w tęsknocie nieutulonej obumierających, z udręki polskich dusz, w konania męce kapłańskiej pozbawionej posługi, pociechy — zrodzeni jesteście.

Po wszystkim świecie rozproszone pokolenia polskie błagały i modliły się o was. Jesteście potomstwem najczystszych i najserdeczniejszych, najpokorniejszych i najłzawszych modłów polskich i westchnień...
Zbawiciel wysłuchał prośby wiernego ludu swego, natchnął zastępców swoich na ziemi.

Et nova prole Ecclesiam suam i l l u s t r a r e et amplificare dignatus est.

Polski kapłan-wychodźca, polski zakonnik-wychodźca poświęca się wyłącznej służbie — pieczy dusz polskiego wychodztwa.

Chrystusowcy, przez was nawiedzi Pan swój lud polski.
Visitabit Deus plebem suam.
Przez was odnowi Pan oblicze polskiego wychodztwa.
Nova faciet omnia.

Gwałtownicy Boży. Królestwa Bożego szermierze. Czyż dziwne, że kłamstwu samolubnego używania życia przeciwstawiacie prawdę ofiarnego poświęcenia życia dla nieśmiertelnych dusz, dla nieśmiertelnych przeznaczeń w serdecznej posłudze?

Czyż dziwne, że porywa was Pawłowa gorliwość i Pawłowy entuzjazm dla sprawy Chrystusowej? I każe wam porzucić i podeptać wszelki egoizm, fałszywe ambicje Szawłów przyziemnych?
Wieńcem najczulszej życzliwości otaczamy ofiarne, wzniosłe powołania wasze, by w ćwiczeniach i próbach wytrwały, rozwinęły się, dojrzały i owoc wydały dojrzały".

Tak pisał X. kanclerz St. Burzyński z Poznania.

Takie odezwy ze świata utwierdzały młodych kandydatów na zakonników i dopingowały ich gorliwość.
Tymczasem rozwija się w aspirandacie to wspólne, gromadne życie braterskie, które z czasem zostanie wzorem współżycia ludzkiego dla całej w ogóle odradzającej się ludzkości. Tymczasem zakony są szkółką pokazową płonek owocowych, hodowlą eksperymentalną lepszego typu życia ludzkiego. Słyszeliśmy mocne słowa o ofierze, niesieniu wychodźcom choćby życia własnego... przyjdą godziny wśród upałów tropikalnych, żółtej febry, ciężkich wędrówek w dżunglach i po stepach, wśród niebezpieczeństw zagrażających od dzikich szczepów, że przestanie to być tylko mocno brzmiącym, patetycznym hasłem, a stanie się upiorną rzeczywistością. Tymczasem przyszli misjonarze zagraniczni w tej pięknej i uroczej wylęgarni, pracując i doskonaląc się, nie zapominają o prawach swojej młodości. Każde drobne zdarzenie dnia witają wesołością. Wracamy do „Kroniki”. Józef, który od początku ją prowadzi, pisze:

20 IX. „W parku, na drodze z zamku do kaplicy, uruchomiono latarnię elektryczną, zmontowaną staraniem koadiutorów-elektrotechników Wieczorka i Buczyńskiego. Bo też na tym odcinku były wieczorem prawdziwe egipskie ciemności, tak że niejeden z nas, chcąc nie chcąc, „zderzał się“ z drzewem, oświetlając sobie drogę gwiazdami, które mu w oczach stanęły”.

21 IX. „Inwentarz martwy powiększa się stale. Przywieziono nam nowy stół. Olbrzym to nie lada — zajmuje prawie połowę sali rekreacyjnej. Dostaliśmy też prawdziwe „perskie” szachy. Jego wysokość Sekretarz Wielki Koronny zakupił też grę p. t. „Wyścigi motocyklowe”, gdzie — zapewne naśladując rzeczywistość — co parę kroków leży zgruchotany motocykl lub samochód.

23 IX. Sprowadzono z Bydgoszczy dwie maszyny do codziennego użytku, mianowicie rower i maszynę do szycia. Rower funkcjonował od razu. Maszynę trzeba było dopiero dobrym słowem i perswazją przyprowadzić do porządku. Różni się do niej zabierali i nie mogli dać rady. Udało się to wyśmienicie bratu Królakowi, który po licznych turbacjach maszynę opanował. „I któżby to wiedział, żeby w tak małym ciele tak wielki duch siedział?“

Kto zna życie świetlicowe w jakiejkolwiek organizacji młodzieży męskiej, ten odczuje natychmiast, że jest to w zasadzie atmosfera dobrze postawionej świetlicy. Atmosfera, zajęcia odpowiadają jak nie można lepiej usposobieniu młodego chłopca. Ale dając aspirantom rzeczy przyrodzone, daje się im jednocześnie nadprzyrodzone. Chwale rekreacji nie przeszkadzają uniesieniom modlitewnym, pracy wewnętrznej, łamaniu się ze starym człowiekiem w sobie. I zabawy są tu inne, panuje grzeczność wzajemna, nie ma sporów, nie ma brutalności, właściwej sportowcom. Każdy nowy nabytek do wspólnego życia cieszy ich i rozwesela. Wzrasta poczucie braterstwa i zżycie się.

24 IX. Okopaliśmy boisko, gdyż sprowadzono z Bydgoszczy siatkę i piłkę. Gramy więc codziennie, podczas gimnastyki i rekreacji w siatkówkę. Ruch, śmiech i zdrowie tryska z nas wszystkich. Różnie się powodzi stronom, bo różni są gracze. Zygiel, najwyższy z kleryków, i Legeżyński dokazują cudów w odbijaniu piłki, Gdzie oni — tam zwycięstwo i laury na głowie (w postaci kapeluszów).

Drukuj cofnij odsłon: 90 Do góry

projektowanie stron www szczecin, design, strony dla parafii

OŚRODEK POSTULATORSKI TOWARZYSTWA CHRYSTUSOWEGO

ul. Panny Marii 4, 60-962 Poznań, tel. (61) 64 72 100, 2018 © Wszelkie Prawa Zastrzeżone