Ośrodek Postulatorski Chrystusowców
ks. Rudolf Marszałek

ks. Rudolf Marszałek

(1911-1948)
chrystusowiec
ps. "Opoka"; major,
kapelan ZWZ-AK oraz NSZ, więzień niemieckiego
KL Mauthausen-Gusen oraz więzień PRL, rozstrzelany
na Mokotowie w Warszawie

Artykuły

Kościół w PRL – Kościół Męczenników


Źródło: "Miłujcie się" 1(2007)

Na łamach Miłujcie się! niejednokrotnie poruszana była tematyka prześladowania Kościoła w okresie komunistycznej dyktatury. Jak się okazuje – zwłaszcza w kontekście pojawiających się co rusz w mediach rewelacji odnoszących się do jednostkowych przykładów przenikania agentury bezpieki do struktur Kościoła – trzeba przypominać prawdę podstawową: w okresie PRL Kościół w Polsce był przede wszystkim Kościołem męczenników (a nie agentów czy „osób uwikłanych”). Za wierność Bogu i Kościołowi wielu księży płaciło cenę najwyższą. Często są to przykłady męczeństwa mało znanego, zapomnianego niemal. Ale – jak uczył Jan Paweł II w 1999 r. w Toruniu – naszym obowiązkiem jest pamiętać o męczennikach.

Pierwszym katolickim biskupem aresztowanym przez komunistów po 1944 r. był unicki (grekokatolicki) biskup Przemyśla Jozafat Kocyłowski (ur. w r. 1876). Mimo nacisków – najpierw NKWD, a potem UB – bp Kocyłowski nie wyparł się wierności dla Stolicy Apostolskiej i nie chciał opuścić swojej diecezji. W czerwcu 1946 r. UB przekazało go Sowietom, którzy skazali go (formalnie polskiego obywatela) „za zdradę i szpiegostwo” na zesłanie do łagru. Trafił do podkijowskiego łagru Czapajewka, gdzie zmarł w listopadzie 1947 r.
Sufragan biskupa Kocyłowskiego, Hryhorij Łakota (ur. w r. 1883), został również aresztowany w czerwcu 1946 r. i przekazany NKWD. Za „szpiegostwo na rzecz Hitlera i Watykanu” został skazany na 10 lat łagru. Zmarł w szpitalu więziennym w 1950 r.

Represje przed 1947 r. dotykały również łacińskie duchowieństwo katolickie, zwłaszcza tych księży, którzy byli kapelanami w oddziałach zbrojnego podziemia niepodległościowego, względnie znani byli ze swoich antykomunistycznych kazań. Z kilkunastu przypadków ofiar UB wymieńmy tylko parę.

Ksiądz Michał Pilipiec (ur. w r. 1912) był kapelanem Armii Krajowej w diecezji przemyskiej. W grudniu 1944 r. został aresztowany przez NKWD i poddany okrutnemu śledztwu w rzeszowskiej siedzibie UB. Jeden z jego współwięźniów pozostawił relację: „Upłynęła prawie godzina czasu, gdy otworzono drzwi i do celi wepchnięto księdza Michała Pilipca. Znęcano się nad nim zajadle. Nie mógł stać o własnych siłach. (...) Był strasznie zmasakrowany. Jego sutanna była w wielu miejscach popękana. Na ciele miał wiele ran. Z pęknięć skóry na głowie sączyła się krew. Wił się z bólu”. W nocy z 7 na 8 grudnia 1944 r. ksiądz Pilipiec, wraz z innymi skazańcami, został zamordowany strzałem w tył głowy („znak rozpoznawczy” NKWD) w Lasach Głogowskich pod Rzeszowem.

Nienawiść komunistów ściągnął na siebie również ks. Michał Rapacz (ur. w r. 1904) z archidiecezji krakowskiej. Piętnowanie komunistycznej przemocy w kazaniach przed referendum w 1946 r. naraziło go na pogróżki od „nieznanych sprawców”. 11 maja 1946 r. agresorzy przeszli od pogróżek do działania. Ksiądz Rapacz został uprowadzony ze swojej plebanii w Płokach (powiat chrzanowski) i zastrzelony w pobliskim lesie. Następca zamordowanego kapłana na probostwie w Płokach pisał do księcia-metropolity Sapiehy: „Ksiądz Michał padł jako ofiara bandy bezbożniczej spod znaku dzisiejszego tajnego aktywu PPR. Ten tajny aktyw PPR miał właśnie ostatnio wydać aż 12 wyroków śmierci na księży i dobrych katolików podejrzanych o »wrogie« nastawienie do demokracji dzisiejszej”.

We wrześniu 1946 r. funkcjonariusz MO zastrzelił ks. Stanisława Ziółkowskiego (ur. w r. 1904) z diecezji kieleckiej. Zamordowany kapłan był kapelanem jednego z oddziałów AK. Od zakończenia wojny poddawany był ciągłym naciskom UB i MO, by zaprzestał wygłaszania „politycznych kazań”. Morderca księdza wyszedł na wolność już w 1950 r.

W październiku 1947 r., podczas odprawy kierownictwa Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego poświęconej walce z Kościołem, minister Stanisław Radkiewicz uznał Kościół katolicki w Polsce za „najbardziej zorganizowaną reakcyjną siłę występującą przeciwko obozowi demokracji. (...) Trzeba bić takiego wroga jak kler. Mamy bowiem do czynienia z przeciwnikiem najbardziej wyrafinowanym, najlepiej umiejącym posługiwać się podstępem i tym wszystkim, co łączy się z pojęciem jezuici”.

Zachęty i ponaglenia płynęły również z sowieckiej ambasady w Warszawie. W lipcu 1949 r. ambasador Wiktor Lebiediew donosił swoim zwierzchnikom w Moskwie: „Kościół w Polsce w ciągu czterech lat walki o umocnienie demokracji nie doznał żadnego poważnego uszczerbku. (...) W dziedzinie walki z Kościołem nasi polscy przyjaciele znajdują się dopiero na samym początku realizacji tego swego zadania. Rozumieją oni jednak, że zadanie to wysuwa się obecnie na pierwszy plan”.

W eliminowanie „obskurantyzmu” miał być zaangażowany cały aparat partyjny. W 1949 r. w broszurze adresowanej do kadr partyjnych, a zwłaszcza do funkcjonariuszy Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego pisano: „Musi być zwalczana i polityczna działalność reakcyjnej części kleru katolickiego. Nie może liczyć na bezkarność ksiądz, który wykorzystuje uroczystości religijne dla celów politycznych. Ksiądz, który wygłasza kazania polityczne, musi być traktowany jako mówca wiecowy. Jeśli jego przemówienie zawiera cechy wystąpienia antypaństwowego, podburzania mas do walki z ustrojem czy urządzeniami Państwa Polskiego, to musi być ścigany i karany tak jak przestępca polityczny”.

Nasilona po 1947 r. walka z Kościołem miała swoje rozmaite aspekty. Uderzono przede wszystkim w szkołę i obecność tam katolickiej katechezy (temu towarzyszyło promowanie ateistycznego modelu wychowania, poprzez wspieranie szkół powstających pod patronatem Towarzystwa Przyjaciół Dzieci). Zlikwidowano „Caritas”, uniemożliwiano powołanie administratur apostolskich na Ziemiach Zachodnich. Zintensyfikowano również politykę fizycznego terroru wobec katolickiego duchowieństwa.

Szacuje się, że w latach 1945 – 1956 w komunistycznych więzieniach przebywało ponad 1000 kapłanów (diecezjalnych i zakonnych), czyli ok. 10% ogólnej liczby polskich księży. Mnożyły się również przypadki tych kapłanów, którzy za wierność Kościołowi i niezłomność w piętnowaniu nieprawości „ustroju ludowej sprawiedliwości” zapłacili cenę najwyższą.

Funkcjonariusze UB i MO dosłownie zinterpretowali słowa swojego zwierzchnika o konieczności „bicia takiego wroga jak kler”. Zwłaszcza gdy dotyczyło to księży silnie oddziałujących na opinię publiczną jako redaktorzy pism katolickich albo gorliwi duszpasterze.

Spośród dziesiątek w ten sposób represjonowanych kapłanów wymieńmy zaledwie kilka przykładów. Ksiądz Zygmunt Kaczyński (ur. w 1894 r.), przedwojenny dyrektor Katolickiej Agencji Prasowej, w czasie wojny był kapelanem prezydenta RP Władysława Raczkiewicza i członkiem rządu polskiego (w gabinecie Stanisława Mikołajczyka jako minister wyznań religijnych i oświecenia publicznego).

W 1945 r. ks. Kaczyński po powrocie do kraju został redaktorem katolickiego Tygodnika Warszawskiego. Zastosowane wobec niego represje były częścią akcji zmierzającej do likwidacji redagowanego przez niego pisma, co nastąpiło już w 1946 r. Komuniści ocenili tygodnik redagowany przez ks. Kaczyńskiego jako o wiele niebezpieczniejszy od krakowskiego Tygodnika Powszechnego, przede wszystkim z racji bezkompromisowego antykomunizmu głoszonego na łamach warszawskiego periodyku.

W kwietniu 1949 r. ks. Kaczyński został aresztowany przez UB (po raz drugi, pierwszy raz pod koniec sierpnia 1948 r.). Dwa lata później, po okrutnym śledztwie, został skazany na dziesięć lat więzienia. Odmowa złożenia wyczerpujących zeznań o swojej działalności (zwłaszcza tej z okresu wojennego) oznaczała dla niego dodatkowe udręczenia podczas odbywania kary w mokotowskim więzieniu: kilkumiesięczne pobyty w ciemnej, wilgotnej celi, stałe palenie światła w celi itd. Mimo to kapłan nie dał się złamać. Parę dni przed swoją śmiercią, która nastąpiła 13 maja 1953 r., mówił odwiedzającej go siostrze: „Nie lękaj się, ja się nie dam złamać. Jestem tu potrzebny dla tych, co się załamują”. Prymas Polski kardynał Stefan Wyszyński napisał o ks. Kaczyńskim, że „stał się symbolem, a swą dzielną postawą w ciągu czterech lat pobytu w więzieniu dał wspaniały przykład ducha kapłańskiego”.

Bezkompromisowość w piętnowaniu komunistycznej ideologii kosztowała życie ks. Jana Szczepańskiego (ur. w 1890 r.) z diecezji lubelskiej. UB porwało go w nocy z 22 na 23 sierpnia 1948 r. z jego plebanii w Brzeźnicy Bychawskiej. Po dwóch tygodniach ciało księdza zostało wyłowione z Wieprza. Zwłoki kapłana nosiły ślady tortur: zerwane paznokcie z jednej ręki i nogi, wydłubane oczy, wycięte język i genitalia.

Przytoczone słowa ministra Radkiewicza dowodnie przekonują, że dla szefostwa bezpieki teoria spiskowa o wszechwładnych wpływach jezuitów była miarą oceny współczesnego im Kościoła katolickiego w Polsce. UB-ecką wizję jezuitów jako „najgorszych z najgorszych” potwierdzały losy ks. Władysława Gurgacza (ur. w r. 1914). Kapłan ten, członek Towarzystwa Jezusowego, był jednym z najbardziej popularnych rekolekcjonistów krakowskiej archidiecezji, a przy tym związany z działalnością polskiego podziemia niepodległościowego. Z tego powodu stał się on przedmiotem histerycznego ataku komunistycznej propagandy (jako „jeden z krwawych jezuitów dwudziestego wieku”). Gdy słowa nie przyniosły rezultatu, przystąpiono do czynów. Ksiądz Gurgacz przeżył dwa zamachy na swoje życie.

Został aresztowany w ramach rozbijania przez UB działającej na Sądecczyźnie Polskiej Podziemnej Armii Niepodległościowej, której był kapelanem. By nie opuścić więzionych towarzyszy, dobrowolnie oddał się w ręce bezpieki. Nie dał złamać się w śledztwie, a władze zrezygnowały podobno z transmitowania przez radio procesu żołnierzy Armii Niepodległościowej właśnie z powodu płomiennej wymowy ks. Gurgacza. 13 sierpnia 1949 r. sąd wojskowy w Krakowie skazał go na karę śmierci. Miesiąc później wyrok wykonano w krakowskim więzieniu na Montelupich.

Kontakty z niepodległościowym podziemiem były również przyczyną aresztowania innego członka Towarzystwa Jezusowego, ks. Tomasza Rostworowskiego, którego sąd wojskowy skazał we wrześniu 1951 r. na 12 lat więzienia. W uzasadnieniu wyroku sędziowie napisali, że na tak surowy wyrok ks. Rostworowski zasłużył nie tylko kontaktami (podczas swojej pracy duszpasterskiej w Łodzi) z podziemiem, ale również jako moderator sodalicji mariańskiej. Działając w tym charakterze, „skierował działalność części członków tej organizacji przeciwko żywotnym interesom narodowym, ustrojowym i politycznym Państwa Polskiego”. Ksiądz Rostworowski opuścił więzienie po odbyciu połowy kary (tj. we wrześniu 1956 r.). W latach 1967 – 1974 był kierownikiem Sekcji Polskiej Radia Watykańskiego. Zmarł w opinii świętości w marcu 1974 r.

„Antypaństwowa” działalność sodalicji mariańskiej była podstawą do postawienia zarzutów i aresztowania ks. Stanisława Nawrockiego SI, którego we wrześniu 1951 r. skazano również na 12 lat więzienia. Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie orzekł bowiem, że „jako promotor Sodalicji Mariańskiej Akademickiej i działacz Centralnych Ośrodków Dyspozycyjnych tej organizacji inspirował działalność jej członków przeciwko żywotnym interesom narodowym, ustrojowym i politycznym Państwa Polskiego”.

Ksiądz Nawrocki spędził w więzieniu sześć lat. W kwietniu 1956 r. na nowo podjął pracę duszpasterską wśród krakowskich studentów.

Dramatyczne losy Kościoła w Polsce w XX wieku, Kościoła poddanego represjom dwóch totalitaryzmów (najpierw narodowosocjalistycznego, a potem komunistycznego) odzwierciedlało życie ks. Rocha Łaskiego (ur. w r. 1902) z diecezji łódzkiej oraz ks. Rudolfa Marszałka (ur. w r. 1911) z Towarzystwa Chrystusowego.

Pierwszy z wymienionych duchownych w czasie II wojny światowej był jednym z kapłanów-więźniów obozu koncentracyjnego w Dachau. Po powrocie do kraju w 1946 r. ks. Łaski stał się przedmiotem stałych napaści ze strony UB. Torturami próbowano go bezskutecznie zmusić do agenturalnej współpracy. Został aresztowany w Wielki Piątek 1949 r. Na przesłuchanie do UB został przewieziony wprost od ołtarza. Śledztwa bezpieki nie przeżył. Jeden z funkcjonariuszy UB zapewniał go: „Ksiądz mógł Dachau przeżyć, ale UB ma lepsze metody i tu ksiądz nie przeżyje”. Rzeczywiście, oprawcy z UB byli skuteczniejsi... Ksiądz Łaski zmarł 13 maja 1949 r.

Ksiądz Rudolf Marszałek z Towarzystwa Chrystusowego, jako oficer i kapelan Wojska Polskiego, w latach 1939 – 1940 był przewodnikiem polskich oficerów przez Słowację na Węgry, w następstwie czego został aresztowany i uwięziony w Wiedniu. Później był duszpasterzem na Podbeskidziu w miejscowości Bystra-Wilkowice oraz kapelanem oddziałów AK i NSZ. Działał także jako kurier między Okręgiem Śląskim NSZ a Brygadą Świętokrzyską NSZ, która przedostała się do amerykańskiej strefy okupacyjnej w Niemczech. Awansowany został wtedy do stopnia majora. Z polecenia biskupa Gawliny (biskupa polowego Wojska Polskiego, po 1945 r. duszpasterza Polonii i emigracji) ks. Marszałek prowadził działalność duszpasterską wśród polskich żołnierzy i ludności cywilnej przebywającej w tym sektorze. Po powrocie do kraju w grudniu 1946 r. został aresztowany i osadzony w więzieniu mokotowskim w Warszawie. W styczniu 1948 r. skazany przez sąd wojskowy na czterokrotną karę śmierci. 10 marca 1948 r. został rostrzelany w więzieniu na Mokotowie. Prezydent nie skorzystal z prawa łaski, na podaniu o ułaskawienie napisano: „wyrok należy wykonać natychmiast”.

W 1952 r. komunistyczne władze usunęły z urzędów katowickich biskupów (ordynariusza – ks. Stanisława Adamskiego oraz jego sufraganów – ks. ks. Juliusza Bieńka i Herberta Bednorza). Jesienią tego samego roku UB przeprowadziło atak na metropolitalną kurię w Krakowie. Pod zarzutem „nielegalnego handlu dewizami” zostali aresztowani arcybiskup Eugeniusz Baziak i jego sufragan biskup S. Rospond.

Tym akcjom wymierzonym w hierarchów towarzyszyły represje zastosowane wobec ich duchowieństwa diecezjalnego. Jednym z aresztowanych kapłanów w procesie kurii krakowskiej był ks. Józef Fudali (ur. 1919). Został on uwięziony we wrześniu 1952 r. W trakcie śledztwa poddano go okrutnym torturom (m.in. oprawcy wybili mu zęby). Podczas procesu odwołał złożone w śledztwie zeznania, wskazując, że zostały wymuszone torturami. Ostatecznie sąd wojskowy skazał go na 13 lat pozbawienia wolności „za szpiegostwo”. Ksiądz Fudali więzienia nie przeżył – zmarł w szpitalu więziennym w 1955 r., oficjalnie „po operacji woreczka żółciowego”.

Podobny los spotkał ks. Piotra Oborskiego (ur. 1907), aresztowanego w ramach zakrojonej na szeroką skalę akcji wymierzonej w ordynariusza kieleckiego biskupa Czesława Kaczmarka (poza nim komuniści zatrzymali wówczas również m.in. wikariusza generalnego ks. Jana Jaroszewicza, a także kilkunastu księży z kieleckiego seminarium duchownego, kurii oraz pracujących w parafiach). W 1951 r. sędziowie sądu wojskowego w Krakowie skazali ks. Oborskiego na dożywotnie więzienie. Gdy podczas rozprawy zapytano się go, czy przyznaje się do zarzucanych mu czynów („szpiegostwo na rzecz Watykanu i USA”), kapłan odpowiedział: „Nie przyznaję się, na co dowodem jest moje ciało” – po czym pokazał obrażenia, które powstały wskutek zadanych mu tortur. Więzienia w Rawiczu nie przeżył, gdyż do kaźni, której poddano go w śledztwie, doszły jeszcze udręczenia więzienne (np. regularne kary karceru). Ksiądz Oborski zmarł w szpitalu więziennym w Rawiczu w czerwcu 1952 r.

Jak wiadomo, we wrześniu roku 1953 do więzienia trafił prymas Polski kard. Stefan Wyszyński, autor listu pasterskiego episkopatu Polski z maja owego roku, w którym to piśmie polscy biskupi odrzucali uzurpacje komunistycznych władz wobec spraw Kościoła (por. dekret O obsadzaniu stanowisk kościelnych).

Sprzeciw Kościoła wobec próby skomunizowania Polski po aresztowaniu prymasa przeniósł się na poziom parafii. Jak bardzo był to skuteczny opór, pokazał sierpień 1956 r., kiedy to na uroczystość Matki Boskiej Częstochowskiej przybyło na Jasną Górę ok. miliona wiernych, którzy modlili się nieopodal pustego tronu prymasowskiego. To wydarzenie było dla komunistów drugim poważnym sygnałem (po poznańskim Czerwcu), że próby stworzenia „nowej Polski” zakończyły się fiaskiem.

Zmuszeni przez społeczeństwo, komuniści wypuścili z więzienia prymasa Polski jesienią 1956 r. „Socjalizm z ludzką twarzą” przybrał w październiku tego roku oblicze Władysława Gomułki, które z kolei dość szybko – zwłaszcza w odniesieniu do relacji z Kościołem – przyjęło dobrze znane rysy Bolesława Bieruta oraz szefów SB Stanisława Radkiewicza i Jakuba Bermana.

Już w roku 1958 rozpoczęło się usuwanie katechezy ze szkół. Zastosowano w tym celu całą gamę nacisków administracyjnych oraz podatkowych na Kościół. Rozpoczęto m.in. pobór kleryków do wojska (z jasno wyznaczonym celem: ateizowania ich). Znane są także rozpętane przez Gomułkę histeryczne kampanie propagandowe wymierzone w biskupów: w 1965 r. z okazji opublikowania listu biskupów polskich do biskupów niemieckich i rok później konkurencyjne wobec uroczystości milenijnych obchody „tysiąclecia państwa polskiego” (choć zdarzały się wśród lokalnych aparatczyków przypadki kuriozalnej nadgorliwości, która kazała im świętować „tysiąclecie PRL”). Kuriozalne było również aresztowanie przez SB kopii Obrazu Jasnogórskiego, który po Milenium rozpoczął peregrynację po Polsce.

Także w 1958 r. Sekretariat KC PZPR nawoływał partyjny aparat w całym kraju do przeciwstawienia się „ofensywie wojującego klerykalizmu” oraz „obłędnemu programowi wtrącania Polski w mroki obskurantyzmu”. W ramach walki z „obskurantyzmem” podjęto wówczas szeroko zakrojoną akcję dekrucyfikacyjną, łamiąc przy tym brutalnie opór wiernych (m.in. podczas bitwy o krzyż w Nowej Hucie).

W roku 1959 szef Urzędu ds. Wyznań Jerzy Sztachelski sporządził dla Zenona Kliszki (odpowiedzialnego w Biurze Politycznym KC PZPR za kształtowanie polityki wobec Kościoła) notatkę opatrzoną znamiennym tytułem: Nowy okres walki z kościołem [pisownia oryginalna – G.K.]. Znalazły się w niej następujące wytyczne: „1. Pomijać, jak gdyby nie istniał; 2. Odebrać perspektywę rozwoju i pracy; 3. Obniżyć autorytet, gdy można – ośmieszać; 4. Demaskować – pokazać, o co chodzi; 5. Duży nacisk na akcję laicyzacji”.

Przed „obskurantyzmem” miały bronić środki specjalne przedsięwzięte przez ekipę Gomułki – a więc utworzenie IV Departamentu w MSW, wyspecjalizowanego w rozpraszaniu „mroków” (czytaj: w walce z Kościołem), i wzmożenie inwigilacji duchowieństwa. W roku 1963 zgodnie z poleceniem szefa MSW, ministra W. Wichy, nie tylko każdemu księdzu, ale również każdemu alumnowi rozpoczynającemu studia w wyższym seminarium duchownym należało zakładać „teczkę ewidencji operacyjnej księdza” (TEOK). Było to spowodowane tym, że jak wyjaśniał minister Wicha: „Praca operacyjna SB to nie tylko dopływ informacji – to również prowadzenie w łonie kleru inspirowanej przez nas działalności w kierunku rozbijania i paraliżowania zamiarów hierarchii kościelnej, poprzez agenturę i kombinacje operacyjne”.

Zmieniły się więc metody walki z Kościołem: już nie fizyczny terror, ale próby rozbijania i agenturalnej infiltracji – co bynajmniej nie oznacza, że poniechano nękania kapłanów i przeszkadzania im w pracy duszpasterskiej, która – z pozoru – nie niosła z sobą bezpośrednich zagrożeń dla „ustroju Polski Ludowej”. W zideologizowanym państwie wszystko było podejrzane. W okresie stalinowskim były to m.in. sodalicje mariańskie, za Gomułki natomiast – apostolat trzeźwości i ruch oazowy.

Obaw „władzy ludowej” co do antyustrojowego potencjału tych duszpasterskich inicjatyw boleśnie doświadczył na sobie ksiądz Franciszek Blachnicki. W okresie II wojny światowej był on więźniem niemieckich obozów koncentracyjnych, m.in. Auschwitzu, po przyjęciu zaś święceń kapłańskich dał się poznać jako szczególnie gorliwy duszpasterz młodzieży. W 1957 r. z jego to właśnie inicjatywy zorganizowano przy katowickiej kurii apostolat trzeźwości, który od początku swojego istnienia został odebrany przez ekipę Gomułki jako przedsięwzięcie wymierzone w podstawy ustrojowe Polski Ludowej.

W roku 1960 SB dokonała rewizji w pomieszczeniach zajmowanych przez Krucjatę Wstrzemięźliwości (tak oficjalnie nazwano tę antyalkoholową akcję ks. Franciszka) w Katowicach. Skonfiskowano wówczas m.in. publikacje nawołujące do wstrzemięźliwości w spożywaniu alkoholu oraz powielacz, na którym owe materiały były drukowane, a lokal i kaplicę Krucjaty opieczętowano. W niedługim czasie postawiono ks. Blachnickiemu zarzut „kolportowania materiałów w treści swej zawierających fałszywe i tendencyjne wiadomości o rzekomym prześladowaniu Kościoła katolickiego w Polsce, co mogło wyrządzić istotną szkodę interesom Państwa Polskiego”.

W lipcu 1961 r. twórca Krucjaty Trzeźwości został skazany na 9 miesięcy więzienia za „rozpowszechnianie bez zgody cenzury tekstów religijnych drukowanych na nielegalnym sprzęcie poligraficznym” (chodziło o wspomniane broszurki poświęcone zagrożeniu alkoholowemu).

Na tym jednak się nie skończyły kłopoty ks. Blachnickiego z komunistyczną władzą. W roku 1966 bezpieka i Milicja Obywatelska (pod nadzorem prokuratury) rozpoczęły dochodzenie w sprawie organizowanego przez kapłana ruchu oazowego, który został zakwalifikowany jako „nielegalna działalność” polegająca na „produkowaniu i odpłatnym kolportowaniu wydawnictw bez wymaganego zezwolenia właściwego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk”. Pomieszczenia Ruchu Światło-Życie w Krościenku niejednokrotnie były w tamtym czasie poddawane rewizji, a materiały duszpasterskie konfiskowane. Pomimo tych szykan ruch oazowy rozwijał się żywiołowo.

Kiedy zaś po wprowadzeniu stanu wojennego w Polsce w 1981 r. ks. Blachnicki, przebywający wówczas w RFN, stworzył Chrześcijańską Służbę Wyzwolenia Narodów, której głównym celem była praca na rzecz duchowego wyzwolenia Europy Wschodniej spod komunistycznej dominacji, rozpoczął się kolejny etap jego prześladowania przez komunistyczne władze PRL. Jego działalność w Niemczech Zachodnich była rozpracowywana zarówno przez PRL-owską bezpiekę, jak i wschodnioniemieckie Stasi. W lutym 1983 r. Wojskowa Prokuratura Garnizonowa w Warszawie przedstawiła (zaocznie) ks. Blachnickiemu zarzuty „działalności na szkodę interesów politycznych PRL”. Krótko po tym został wydany nakaz aresztowania księdza Franciszka, za którym władze z okresu stanu wojennego rozesłały list gończy.

Ksiądz Franciszek Blachnicki zmarł 27 II 1987 r. w Carlsbergu (RFN). Dodajmy, że śledztwo przeciwko niemu zakończono dopiero w roku… 1992! W roku 2000 zaś zakończona została pierwsza faza procesu beatyfikacyjnego założyciela ruchu oazowego.

Okres rządów Edwarda Gierka (1970 – 1980) to czas oficjalnie proklamowanej przez władze PRL „normalizacji stosunków z Kościołem”. Takie były deklaracje, a w rzeczywistości komuniści kontynuowali swoją, zmodyfikowaną nieco po 1956 r., politykę wrogości wobec Kościoła – tyle że już bez wcześniejszych histerycznych kampanii propagandowych, motywowanych kompleksem Gomułki – i nawet przezeń nieskrywanym – w odniesieniu do osoby prymasa Wyszyńskiego.

W roku 1973 w ramach IV Departamentu MSW utworzono tzw. Grupę D – wydzieloną komórkę przeznaczoną do prowadzenia akcji dezinformacyjnej i sabotażowej (m.in. poprzez niszczenie kościelnego mienia) wobec Kościoła. Zintensyfikowano wtedy także próby werbowania agentów wśród katolickiego duchowieństwa.

Przykład księdza Romana Kotlarza potwierdza jednak, że w stosunku do szczególnie „upolitycznionych” kapłanów nie wahano się sięgnąć po dawno wypróbowane środki. Ksiądz Kotlarz został mianowicie poddany intensywnej inwigilacji już na początku lat 70. Niejednokrotnie był bity przez „nieznanych sprawców”.

Kiedy w roku 1976 doszło do antykomunistycznego protestu robotników Radomia, ks. Kotlarz błogosławił manifestantów, a w swoich kazaniach przypominał historię robotniczych protestów w PRL (począwszy od poznańskiego Czerwca). Reakcja bezpieki była natychmiastowa. W lipcu i sierpniu 1976 r. kapłan ów był systematycznie bity przez funkcjonariuszy SB, którzy nachodzili go nocą na plebanii.

Duszpasterz radomskich robotników zasłabł przy ołtarzu podczas odprawiania Mszy św. w uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Zmarł trzy dni później (w wieku 48 lat) na skutek obrażeń poniesionych w wyniku ciężkiego pobicia. Do dzisiaj zbrodnia na księdzu Kotlarzu nie doczekała się wyjaśnienia (sprawę umorzono w 1991 r.).

Przełomu w stosunkach Kościoła z władzami PRL nie przyniósł wybór kardynała Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową (chociaż – jeśli wierzyć relacjom – na wieść o wyniku rzymskiego konklawe towarzysz I sekretarz miał powiedzieć tylko dwa słowa: „Jezus, Maria!”). Powstanie „Solidarności”, a następnie wprowadzenie stanu wojennego przez ekipę gen. Jaruzelskiego zwiększyły agresję władz komunistycznych wobec Kościoła. Nie zamierzały one rezygnować z kursu konfrontacyjnego.

W 1986 r. Wydział Społeczno-Prawny KC PZPR stwierdził (co zostało następnie zaaprobowane przez Sekretariat KC PZPR), że „lata 1986 – 1987 powinny być początkiem odzyskiwania zawłaszczonych przez Kościół w latach 80. wielu obszarów społecznych, na których wcześniej był nieobecny, bądź też został z nich wyparty”.

„Odzyskiwanie” owo rozpoczęło się zresztą wcześniej – przy pomocy funkcjonariuszy SB. W roku 1984 doszło bowiem do znanej zbrodni na kapelanie „Solidarności” księdzu Jerzym Popiełuszce. Do dzisiaj nie jest w pełni wyjaśnione tło tej zbrodni ani też nie zostali dotychczas wskazani faktyczni mocodawcy morderców ks. Jerzego. Charakterystyczne słowa, już po ujawnieniu tego bestialskiego mordu, padły z ust gen. Jaruzelskiego na posiedzeniu rządu: „Co mądrzejsi [duchowni] czują, że stereotyp nieskazitelnego Popiełuszki niełatwo będzie utrzymać. On jest męczennikiem nie za wiarę, ale za politykę, za sianie nienawiści. (...) Mnie się wydaje, że myśmy nawet zbyt późno wpadli na ten pomysł czy właściwie tow. Urban wpadł, in extenso prawie parę tych kazań [ks. Popiełuszki] cytując”.

Zbrodnie na osobach duchownych popełniano do samego końca istnienia PRL. Na początku 1989 r. „nieznani sprawcy” zamordowali trzech księży: Stefana Niedzielaka, Stanisława Suchowolca oraz Sylwestra Zycha. Wszyscy oni na długo przed śmiercią byli inwigilowani i nachodzeni przez SB. Kapłani owi znani byli z działalności „wymierzonej w ustrój PRL”. Ksiądz Niedzielak jako proboszcz parafii pw. św. Karola Boromeusza na warszawskich Powązkach od 1977 r. zaangażował się w upamiętnienie Poległych na Wschodzie (w tym w rozpowszechnianie prawdy o zbrodni katyńskiej). Ksiądz Suchowolec, kolega ks. Popiełuszki, pełnił funkcję kapelana Konfederacji Polski Niepodległej, a ks. S. Zych od czasu wprowadzenia stanu wojennego był traktowany (obok ks. Henryka Jankowskiego i ks. Jerzego Popiełuszki) jako czołowy „siewca nienawiści”.

Grzegorz Kucharczyk

Drukuj cofnij odsłon: 2067 aktualizowano: 2013-03-08 17:15 Do góry

projektowanie stron www szczecin, design, strony dla parafii

OŚRODEK POSTULATORSKI TOWARZYSTWA CHRYSTUSOWEGO

ul. Panny Marii 4, 60-962 Poznań, tel. (61) 64 72 100, 2017 © Wszelkie Prawa Zastrzeżone