Ośrodek Postulatorski Chrystusowców
kl. Józef Miękus

kl. Józef Miękus

(1912-1937)
chrystusowiec;
wstąpił do Towarzystwa w 1932;
pierwszy kronikarz w Potulicach
studiował w Rzymie

smierc

Śmierć hr. Potulickiej


Hr. Potulicka cieszyła się, widząc, że w siedzi­bie jej rodu przygotowują się misjonarze dla wychodztwa. Ma dla nich uczucie całkiem macie­rzyńskie. Nie przestaje się troszczyć o członków Seminarium.

Pamięta, że trzeba poczynić zaku­py na zimę, doradza, gdzie najtaniej. Od czasu do czasu posyła na stół zakonny zwierzynę. Spra­wia klerykom komże. Myśli o ofiarowaniu im sutann na obłóczyny.

Wśród Chrystusowców panuje żywa sympatia i cześć dla sędziwej Fundatorki. Modlą się za jej zdrowie i pomyślność. W przeddzień jej imienin (1 X 1932 roku) wieczorem składają jej życzenia z X. Rektorem Posadzym i X. Berlikiem na czele. X. Rektor wręczył jej w upominku parę przedmio­tów ze swych zbiorów egzotycznych z Brazylii. Ponieważ hrabina, ongi świetna pianistka, bardzo lubiła muzykę, urządzono koncert. Kleryk Szczepanowski i brat Żurowski wykonali duet na for­tepian i skrzypce. Potem był śpiew na trzy głosy, deklamacja chóralna, solo na fortepianie i toast na cześć solenizantki. Pomimo wzruszenia i słabości, hrabianka przemówiła w kilku serdecznych słowach, życząc błogosławieństwa Bożego. X. Rektor przedstawił nowicjuszów hrabinie, która z każdym zamieniła kilka miłych słów.

X. Rektor do swych darów dodał osiem Mszy św., podczas oktawy jej patronów — Aniołów Bożych.

Ze zdrowiem Fundatorki jest jednak źle. Do paraliżu przyłączyła się choroba serca, cierpi na ataki. 17 października następuje atak najgorszy i — ostatni.

Nie zastaje jej nieprzygotowaną. Co dzień teraz otrzymuje Komunię św. Co dzień słyszy słowa pociechy od księdza, gorliwego duszpasterza i po synowsku jej oddanego.

Oto, jak opisuje Józef w „Kronice" śmierć Pani Potulickiego pałacu:

„Wieczorem, jak zwykle, mieliśmy wykład. Był to dzień zgonu świętej Małgorzaty Marii Alacoąue, wielkiej czcicielki Serca Jezusowego. Przed obra­zem Najświętszego Serca płoną świece. X. Rektor zachęca do żarliwego nabożeństwa do Najświętsze­go Serca, tak hojnego dla tych, co je wzywają. Cieszymy się, że wkrótce uroczyście oddamy się w opiekę temuż boskiemu Sercu, by nam zawsze królowało i błogosławiło.

Jest parę minut przed pół do siódmej.

Nagle jakieś zamieszanie. Wołają X. Rektora.

Siostra z płaczem woła: „Szybko po Oleje św., szybko".

Wszyscyśmy zadrżeli. Wiemy, co to znaczy. Na­sza ukochana Dobrodziejka odchodzi od nas. Na zawsze! Bez słowa rozkazu wszyscy dążymy do kaplicy. Prosimy gorąco Najświętszą Panienkę i to Serce Najświętsze, by się najdoskonalej speł­niła wola Boża.

Modlimy się tak gorąco, w trwożliwym oczeki­waniu: co się stanie? Wejście X. Rektora z czar­ną stułą powiedziało nam wszystko.

— Moi kochani — mówił wzruszony X. Rektor — bolesną wieść wam ogłaszam. Oto przed kilku minutami umarła ś. p. hr. Aniela Potulicka. Zmarła nasza matka i dobrodziejka. Zmarła wa­sza wspólna matka, która się wami opiekowała. Ufamy, że Pan Bóg jej będzie miłosierny, bo mia­ła wiarę gorącą i ufność wielką, a On przecież po­wiedział: „Kto we mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie, a ja go wskrzeszę w dzień ostateczny". Żegnamy Cię, matko nasza droga. Nie na długo. Jak to słońce na krótki czas zachodzi, by rankiem znowu zabłysnąć na niebie, tak i my zobaczymy się wkrótce w niebieskiej Ojczyźnie, by się rado­wać i cieszyć na wieki.

I zapłakał serdecznie lud zgromadzony.

Rozkołysały się dzwony, bijąc smutnie, boleśnie. I wraz ze swym jękiem żałosnym i skargą unosi­ły przed Boży tron modły, żałość i ból nieukojony, jako wymowne świadectwo dla Zmarłej od tych, którzy ją kochali.

Przy trumnie ukochanej zmarłej dzień i noc spędzaliśmy na pobożnych czuwaniach, modląc się serdecznie i gorąco za pokój jej duszy. A ona spo­czywała w trumnie, już snem uśpiona wiecznym, w otoczeniu palm i kwiatów, które tak bardzo za życia kochała. Ubrana w skromny habit tercjarki, spoczywała tak cicho, jak cichym było całe jej świątobliwe życie.

Zaczęli się zjeżdżać krewni zmarłej, delegacje instytucji, przez nią wspieranych".

Pod datą 21 października Józef zapisuje:

„Zbliżył się dzień pogrzebu. Było pochmurno. Często deszcz przepadywał, obwisłe chmury po­sępnie wlokły się ku zachodowi. Liście gęsto le­ciały z drzew, uściełając ziemię żółtym kobiercem.

Rano, podczas Mszy św., celebrowanej przez X. Biskupa Fulmana, śpiewaliśmy missam pro defunctis. O godz. 10 X. Proboszcz odprawił dru­gą Mszę w kościele dla parafian.


Zbliża się godzina pogrzebu. Zajeżdżają sze­regi aut, powozów, przybywają delegacje ze sztan­darami i wieńcami, nadchodzą liczne rzesze piesze, gromadząc się przed pałacem. Wszyscy po raz ostat­ni oglądają drogie szczątki zmarłej. Formuje się długi kondukt żałobny. Około 20 sztandarów i chorągwi z żałobnymi szarfami rozwija się na wietrze.

Kondukt rusza. Przed trumną kroczy J. Em. X. Prymas. XX. Biskupi Laubitz, Fulman i Dymek, X. Inf. Kruszyński, X. Rektor i liczne duchowień­stwo. Wkrótce przybywa około 30 kleryków z Gniezna z X. Kan. Tłoczyńskim i złączywszy się z konduktem, wykonywa żałobne „Miserere". Po­suwamy się powoli. Dzwony nieustannie, żałob­nie biją na pożegnanie, łącząc swe rozedrgane ję­ki z ponurym zawodzeniem wichru, huczącego w konarach.

Zbliżamy się do kaplicy. Tworzymy szpaler, by wstrzymać tłoczący się lud, gdyż mała kaplica w żaden sposób nie mogłaby wszystkich zmieścić. Wokół trumny płoną świece, lampy elektryczne kirem spowite. Pienia żałobne uroczystym odbi­jają się echem.

Sumę z asystą celebruje J. E. X. Bisk. Laubitz. Mowę żałobną wygłasza X. Kruszyński, rektor Uniwersytetu Lubelskiego.

Wspomniawszy o świetności rodu Potulickich, wywodzących się od Grzymalitów, którzy już za Piastów w Wielkopolsce żyli, wykazał niektóre cechy szczególniejsze życia Zmarłej. Było to ży­cie ciche, ale zarazem tak promienne i bogate w zasługi. Uwydatnił i silnie podkreślił jej ener­gię w zarządzaniu ogromnym majątkiem, jej pra­cę, ofiarność i poświęcenie na niwie narodowej, społecznej i filantropijnej, jej niezachwianą ufność w Boską Opatrzność, dzięki której cieszyła się zawsze wielkim pokojem ducha. Że jej praca ofiarna i poświęcenie znalazły uznanie, i zjednanały jej szczerą i żywą wdzięczność, dowodem te­go hołd, jaki oddali jej szczątkom najwyżsi dostoj­nicy Kościoła, liczne delegacje, Towarzystwa i tłu­my ludu.

Po przemowie ostatnie psalmy, ostatnie modlit­wy. pokropienie i przy śpiewie hymnu „In paradisum deducant te Angeli“, spuszczono trumnę do grobów rodzinnych I jakby przez kaplicę prze­leciały przeczyste anioły Boże, śpiewając z duszą wybraną pieśń nową pod wtór wspaniałego hym­nu. tak podniosły i majestatyczny nastrój pano­wał w tej chwili.

I będzie tam z ojcem, matką i siostrą spoczywać długie wieki, aż ją potężny zew Boży powoła na Sąd Ostateczny, aby jej oddać koroną złotą—„wie­niec sprawiedliwości".

Tyle Kronika. Zjechały się instytucje ze sztan­darami i wieńcami, by uczcić pamięć fundatorki. Ale mienie, które tak dobrze użyła, to było mie­nie jej rodu, przez nią przechowane. Podkreślo­no w mowie pogrzebowej, że była jego sumienną strażniczką. Wielka to była zasługa, niespożyta dla Kościoła, dla ludzi cierpiących. Ale kiedy tam, w zaświecie, położą na szalę jej czyny, czy więcej zaważą te wspaniałe fundacje, czy pomoc dziewczynie w polu, kiedy pani z pałacu stanęła do pracy, by jej ulżyć w znoju? Czy więcej zawa­żą wielkie wartości materialne, obszary i budynki, czy własnymi jej rękami wyrobione płótna, odzież, różne przedmioty, którymi bliźnich obdarowy­wała?

Odeszła dusza piękna i niepospolita.

Jej portret patrzy ze ściany pokoju, w którym umarła. Przy grobie jej zawsze pełno świeżych kwiatów...

 

Drukuj cofnij odsłon: 63 Do góry

projektowanie stron www szczecin, design, strony dla parafii

OŚRODEK POSTULATORSKI TOWARZYSTWA CHRYSTUSOWEGO

ul. Panny Marii 4, 60-962 Poznań, tel. (61) 64 72 100, 2018 © Wszelkie Prawa Zastrzeżone